POLSKA PRZYFRONTOWA, OCHRONA DZIAŁKOWA
Jeżeli prawdą jest to, co opisuje Onet, to ja odwołuję to, co pisałem wcześniej o stanie bezpieczeństwa państwa. Tu nie jest źle. „Źle” można naprawić. Tu jest bagno. Tu jest systemowy syf przykryty konferencjami, medalami, defiladami i politycznym pierdoleniem o suwerenności. Mamy akt oskarżenia przeciwko całemu cywilnemu nadzorowi nad armią i wojskowymi służbami specjalnymi. To jest świadome narażanie cywilów na śmierć, bo przez lata polityczne towarzystwo udawało, że płot, patrol, reakcja ochrony, rozpoznanie i kontrwywiadowcze zabezpieczenie to nudne pierdoły, a nie fundament bezpieczeństwa państwa.
Działkowicze lepiej chronią swoje altanki, grabie i beczki na deszczówkę niż wy środki chemiczne, które w razie awarii, dywersji albo sabotażu mogą zabić ludzi. I te same polityczne cymbały będą dalej bredzić o honorze, wielkiej armii i państwie przyfrontowym, kiedy nie potrafią dopilnować jebanej ochrony strategicznego składu, do którego według dziennikarzy można podejść jak do opuszczonej działki. W telewizji mocarstwo. Na konferencji potęga. W przemówieniach suwerenność. A w terenie ochrona działkowa, płot do obejścia i reakcja, po której obcy wywiad mógłby otwierać szampana.
I nie, to nie jest wina szeregowego Pietruszki z wartowni. To nie on przez lata rozpierdalał system bezpieczeństwa państwa. To nie on układał strukturę nadzoru, nie on robił reformy pod konferencje, nie on traktował wojsko jak partyjną dekorację, nie on robił z armii tło do zdjęć, defilad i politycznych przemówień. To jest wasza wina. Polityków PiS i KO. Tak, obu partii. Bo to wy przez lata mieliście nadzór nad wojskiem, służbami, pieniędzmi, procedurami i kontrolą. To wy doprowadziliście do tego burdelu ciężką, systematyczną, wieloletnią destrukcją albo wieloletnim nieróbstwem.
Ale do PiS mam pretensję szczególną. Bo wyście latami tropili szpiegów po telewizjach, komisjach, konferencjach i własnych politycznych obsesjach. Eksperci od siedmiu boleści kręcili filmy, produkowali „Resety”, robili teatr grozy, widzieli agentów tam, gdzie pasowało do partyjnego scenariusza, a jak trzeba było sprawdzić realny płot, realny skład, realną ochronę i realne zagrożenie dla cywilów, to nagle wyszedł kabaret. Reset to wy sobie zróbcie we własnych mózgach, bo o bezpieczeństwie państwa wiecie mniej więcej tyle, co o dziewictwie. Dużo gadania, zero praktyki.
Wam kury szczać prowadzać, a nie nadzór nad wojskiem sprawować. Bo jeżeli w państwie przyfrontowym wróg może podejść, zobaczyć, sfotografować, sprawdzić reakcję, wejść, podpalić, wysadzić albo skazić, to całe wasze pierdolenie o bezpieczeństwie narodowym można wyrzucić do kosza razem z dekoracyjnymi proporczykami z konferencji. Możecie mówić o procedurach, zespołach, audytach i wnioskach po kontroli, ale ruski dywersant nie będzie czekał na wasz zespół roboczy. On przyjdzie tam, gdzie jest dziura. Tam, gdzie reakcja jest żadna. Tam, gdzie państwo zasnęło z mordą w ciepłym budyniu.
I teraz już wiem, czemu tak zapieprzacie na tę Jasną Górę. Faktycznie, dla was to może być jedyny realny system bezpieczeństwa. Cud. Bo skoro nie działa nadzór, nie działa kontrola, nie działa rozpoznanie, nie działa odpowiedzialność, a płotu przy strategicznym składzie nie potraficie dopilnować, to zostają wam już tylko cuda bezpieczeństwa. Modlitwa zamiast procedury. Pielgrzymka zamiast patrolu. Kadziło zamiast kontrwywiadu. I święty obraz jako ostatnia linia obrony państwa przyfrontowego.
Nie będę wskazywał dokładnej jednostki, bo nie jestem darmowym GPS-em dla obcych służb. I właśnie to jest różnica między odpowiedzialnością a politycznym pajacowaniem. Obywatel ma jeszcze instynkt samozachowawczy, a państwo zachowuje się tak, jakby na odprawach podawano kisiel zamiast meldunków. Ściągacie sprzęt z Korei, opowiadacie o miliardach, strategiach i modernizacji, a nie potraficie dopilnować płotu przy miejscu, gdzie przechowywane są niebezpieczne środki chemiczne. To nie jest modernizacja. To jest pudrowanie trupa w mundurze galowym.
Dalej się, kurwa, klepcie po plecach. Dalej wręczajcie sobie medale. Dalej opowiadajcie o honorze, Polsce, armii i wielkiej strategii. I faktycznie, w jednym chyba macie rację. Ten kraj musi chronić jakaś siła boska, bo gdyby był zdany wyłącznie na wasz nadzór, wasze procedury, wasze reformy i wasze polityczne teatrzyki, to już dawno by pierdolnął. Tylko pamiętajcie, że kiedy coś naprawdę pierdolnie, nie zapłacą za to ministrowie, generałowie i polityczne święte krowy. Zapłacą zwykli Polacy. Ludzie mieszkający obok, jadący drogą, idący do pracy.
Jeżeli to się potwierdzi, powinny polecieć nie tylko dymisje. Powinny polecieć zarzuty za niedopełnienie obowiązków. Nie wobec kozła ofiarnego z końca łańcucha, tylko wobec tych, którzy przez lata odpowiadali za nadzór, ochronę, kontrolę i kontrwywiadowcze bezpieczeństwo wojska. Bo państwo, które nie potrafi chronić własnych składów, nie jest suwerenne. Jest tylko głośne. A głośne państwo z dziurawym płotem to nie potęga. To zaproszenie dla wroga.
A wy, skoro nie umiecie dopilnować płotu, znajdźcie sobie inne zajęcie. Handel starociami na bazarku. Pilnowanie pustego parkingu. Cokolwiek. Bo nawet na dozorcę zamkniętego trzydzieści lat temu PGR-u bym was nie zatrudnił. Tam też trzeba wiedzieć, gdzie jest brama, płot i kłódka.