Dług, którego nie widać. Ale który zawsze trzeba spłacić.
tldr: Jedną z najlepszych inwestycji jest własne zdrowie.
Urodziłem się za komuny. Na śniadanie: mleko z cukrem i stara bułka tzw. bułka wdrabiana.
Pasta do zębów? Czasem była. Szczoteczka? Rzadko. Dentysta? Trauma. Rzeźnia z metalowym fotelem, jak z horroru o człowieku pile.
Wszystkie mleczaki straciłem w przedszkolu. W dorosły wiek wchodziłem z kilkudziesięcioma dziurami. W jednym zębie potrafiły być trzy naraz. 😅
Kiedy w końcu zacząłem leczyć zęby, zrozumiałem skalę zaniedbań. Przez lata wydałem dziesiątki tysięcy PLN. Licząc inflację może 50 000, może 70 000 zł, może więcej....
Dziś rocznie wydaję 1000–2000 zł tylko na kontrolę i wymianę plomb. (rozczelnienie) Koszt systematycznego lekceważenia, brak wiedzy i głupoty.
To był mój pierwszy dług. Zaciągnięty wobec samego siebie.
W zdrowiu jest jak w finansach: to, czego nie zapłacisz dziś, zapłacisz z odsetkami jutro. I nie będzie to już wybór. Tylko przymus.
Kręgosłup, zęby, ciśnienie, wątroba, psychika. To się nie rozpadnie nagle. To się zużywa. Codziennie.
Każdą godziną przed monitorem. Każdą paczką chipsów. Każdym przełożonym snem, każdym brakiem aktywności i ruchu.
Młodość wybacza, ale nie anuluje długu.
Po prostu go kapitalizuje.
Pytanie nie brzmi: „Czy będziesz płacić?”
Pytanie brzmi: „Ile, kiedy i czym?”
Na początku poczuciem winy, dyskomfortem, potem bólem. W następnym kroku ograniczeniem działania i możliwości, frustracją, wegetacją a na końcu szybszym zejściem ze sceny.
Twoje ciało to jedyny dom, w którym naprawdę mieszkasz. Szanuj go, bo nie dostaniesz drugiego. Zysk tutaj do wypracowania jest ponadprzeciętny.