Leszek Kraskowski, z którym pracowałem przez długie lata w tych samych redakcjach i działach, był cennym dziennikarzem i świetnym kolegą. Miał newsy, dojścia, widział tematy, umiał pisać. Jest Leszek ofiarą upadku starych papierowych mediów, w których były przyzwoite pieniądze, prestiż, ciągłe relacje między ludźmi, kierownicy, reguły, deadliny, codzienna rutyna. Na nowe, inne i niekiedy dziwne czasy Leszek często reagował buntem, brakiem przystosowania i zgody. Nie jest sposobem zamykanie w areszcie na trzy miesiące niekaranego intelektualisty i dziennikarza przed 60-tką. To w niczym nie pomoże Lesiowi i nie załatwi żadnych spraw. A wręcz przeciwnie. Są inne sposoby, inne metody przywołania do porządku, jeśli istotnie zbłądził. Nie trzeba ludzi trzymać w klatce. I to wiedzą wszyscy, którzy z Lesiem się zetknęli na jego długiej drodze. Od tych którzy są w TVN, po tych którzy są Gazecie Polskiej.