W dniu dzisiejszym Pakt Migracyjny wszedł w życie w całej Europie. Co to dla nas oznacza i kto zgotował nam ten los?
Zanim przejdziemy do tego, co te przepisy oznaczają w praktyce, odświeżmy pamięć. Przypomnijmy, jak wyglądało głosowanie w Parlamencie Europejskim i kto uciekał przed odpowiedzialnością.
Na Śląsku widzieliśmy podręcznikowy przykład politycznego cwaniactwa.
@LukaszKohut i
@PoselBalt w kluczowym momencie grzecznie wcisnęli przycisk „ZA” paktem. Kiedy jednak w internecie wybuchła potężna burza, prędko skorzystali z biurokratycznej furtki. Zrobili papierową „korektę”, zmieniając swój głos na wstrzymujący się (tłumacząc to żenująco „błędem technicznym”). Politycy często robią tak, gdy chcą wprowadzić wyborców i media w błąd. Korekta nie zmienia bowiem już oddanego głosu, a jest tylko nic nieznaczącą adnotacją. Z kolei trzeci z nich, wieloletni śląski europoseł Jan Olbrycht, w tym najważniejszym momencie po prostu nie wziął udziału w głosowaniu.
Skupmy się na chwilę na pośle Kohucie. To polityk, który z jednej strony popiera dławiący naszą gospodarkę Zielony Ład, a z drugiej bez mrugnięcia okiem zgadza się na unijny mechanizm, który docelowo zamierza systematycznie, każdego roku relokować nowo przybyłych, również tutaj, na Śląsk. To nie będzie jednorazowa transza. To stały mechanizm.
Tyle było ataków jego środowiska na Ślązaków, którzy nie popierają jego poglądów. Tyle wyzywania od „goroli”, tyle złośliwych przytyków, że ktoś jest przyjezdny. A to przecież on będzie teraz współodpowiedzialny za to, że na Śląsk trafią coraz to nowi ludzie z kręgów całkowicie obcych nam kulturowo. Ludzie nieakceptujący naszej śląskiej kultury, dziedzictwa i tradycji. W zamian za to dostaniemy realia, które aż za dobrze znamy z przerażających nagrań z zachodnioeuropejskich ulic.
W zabawy z korektą (najpierw ZA, potem ucieczka we wstrzymanie się) grali również
m.in. Robert Biedroń, Marek Belka i Leszek Miller. Głosy bezwzględnie „ZA” od początku do końca oddali
m.in. Róża Thun i Włodzimierz Cimoszewicz.
Zostaliśmy wciągnięci w mechanizm obowiązkowej solidarności. Stawia się nas pod ścianą: albo relokacja, albo gigantyczne kary finansowe (20 000 euro za każdą nieprzyjętą osobę).
Ale to nie wszystko. Unia zmusza nas do budowy infrastruktury. Co to oznacza dla naszego regionu w praktyce? Śląski Oddział Straży Granicznej już prowadzi projekt utworzenia zamkniętego ośrodka dla cudzoziemców w pobliżu zakładu karnego w Ciągowicach (gmina Łazy, pow. zawierciański). Mieszkańcy i władze samorządowe głośno przeciw temu protestują.
Do tego na Śląsku już powstają Centra Integracji Cudzoziemców (CIC), które mają zajmować się ich adaptacją. Gdzie?
M.in. w Katowicach (ul. Jordana 18), Bielsku-Białej (ul. Chochołowa 28) i Częstochowie (al. Niepodległości 20/22). To dzieje się na naszych oczach.
W ramach unijnego „skriningu” narzuca się też ocenę stanu zdrowia na granicy. Tak – nowo przybyli po przekroczeniu granicy będą mieli robione darmowe badania od ręki, podczas gdy my, płacący całe życie składki, czekamy w kolejkach do lekarzy po kilka lat!
Co zrobiła obecna polska władza, żeby odrzucić te przepisy? Praktycznie nic.
Obecnie jesteśmy do końca roku zwolnieni z przyjmowania osób z relokacji oraz płacenia kar. Spodziewam się, że Bruksela przedłuży nam to zwolnienie do następnych wyborów, tylko po to, żeby u władzy utrzymali się ci, którzy potulnie reprezentują ich interesy.
Zabierajcie dzieci na spacery do parków, cieszcie się życiem, a później poddajcie się, zamykając na cztery spusty w domach. Ze swojego własnego doświadczenia z emigracji mogę dać Wam kilka wskazówek, jak funkcjonuje się w zachodnich miastach po takich zmianach demograficznych. Możecie też nie czekać na ten scenariusz i zacząć walczyć o swoje lepsze jutro już dzisiaj. 🇵🇱