Europa potęgą? Kolejne paradoksy mundialu.
Z jednej strony drużyny europejskie w starciu z Koreą, Katarem, Kanadą, Australią, Haiti wygrały na tym mundialu tylko jeden mecz z pięciu (wymęczone 1-0 Szkotów z Haitańczykami) odnosząc trzy porażki, z drugiej strony jedbak wiele drużyn na mundialu formalnie spoza Europy, to de facto ekipy europejskie.
W drużynach świetnego w meczu z Brazylią Maroka, niezłego Haiti, czy Curacao w zdecydowanej większości występują piłkarze z Zachodniej Europy, urodzeni i/lub wychowani w Belgii, Holandii, Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Portugalii i Hiszpanii, którzy tam zostali wyszkoleni i ukształtowani piłkarsko.
Innymi słowy drużyny europejskie ustępują pola światu pozaeuropejskiemu i globalnemu południu, ale... często okazuje się, że tam grają ludzie ukształtowani przez (zachodnio)europejski futbol, klubowi koledzy reprezentantów krajów europejskich, którzy otrzymali paszport kraju przodków i założyli jego koszulki.
W Curacao to 25 na 26 zawodników, w Demokratycznej Republice Kongo 85 % składu. Oprócz wspomnianych ekip Maroka, Curacao i Haiti, wychowankami (Zachodniej) Europy jest większość reprezentacji Tunezji, Algierii, Senegalu oraz Republiki Zielonego Przylądka.
To już od jakiegoś czasu nowa futbolowa rzeczywistość, która stała się jeszcze bardziej widoczna po poszerzeniu liczby uczestników mundialu?