Na Ukrainie wybuchła dziś największa afera korupcyjna w czasie rządów prezydenta Zełenskiego, która pośrednio w niego uderza.
Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) ogłosiło, że prowadzi działania w sprawie korupcji na wielką skalę w państwowym koncernie energetycznym
@energoatom_ua (dochód ok 4,8 mld $).
Przeszukano mieszkania
m.in. ⚡️Hermana Hałuszczenki, urzędującego ministra sprawiedliwości (!), a do sierpnia ministra energetyki;
⚡️Timura Mindicza, jednego z najbliższych przyjaciół Zełenskiego. Dziwnym trafem, Mindicz kilka godzin wcześniej wyjechał z Ukrainy i wg informacji mediów 🇺🇦 znajduje się w Warszawie.
Grupa przestępcza miała wymuszać na podwykonawcach Energoatomu łapówki siegające 15% wartości kontraktów i w ten sposób wyprowadzić co najmniej 100 mln$.
Od wielu miesięcy trwał konflikt między ośrodkiem prezydenckim a NABU, czego efektem była próba władz likwidacji w lipcu br. niezależności agencji antykorupcyjnej. Opór społeczny i nacisk UE sprawił, że NABU się obroniło. Władze przegrały ważną bitwę.
W kontekście dzisiejszych wydarzeń jest jasne (było od początku), dlaczego władze chciały przejąć kontrolę nad NABU.
Wiele w sprawie korupcji w Energoatomie jeszcze ujrzy światło, ale ma ona potencjał, aby co najmniej mocno osłabić prezydenta Zełenskiego. Mindicz to jego zaufany człowiek.
Tak, Ukraina jest nadal skorumpowana, a niektórym urzędnikom nawet egzystencjalna wojna nie przeszkadza w złodziejskim procederze.
Zarazem jednak przykład NABU pokazuje, że na Ukrainie istnieje niezależna instytucja, która mimo wszystkich przeciwności umie i chce z korupcją walczyć, a władze nie mogą jej wykręcić rąk.