Mój stary jest fanatykiem MMT. Nie powiem wam, kiedy to się zaczęło, bo nie wiem. Po prostu pewnego dnia przy obiedzie powiedział "podatki niczego nie finansują" i już nigdy nie wrócił.
Ze starym nie da się wygrać dyskusji. Próbowałem dziesięć lat. Nie dlatego, że stary jest mądrzejszy. Dlatego, że jego teoria nie przewiduje sytuacji, w której się myli. To jak grać w szachy z kimś, kto po macie mówi, że właśnie testował twoją czujność.
Pierwsze były tatodolary. Skosiłem trawnik, stary wręczył mi pięć papierków ze swoją twarzą. Pierwszego dnia miesiąca przyszedł i trzy zabrał jako podatek. Pytam: tato, po co mi waluta, którą mi zabierasz? A stary, ze łzami w oczach, że właśnie odkryłem naturę pieniądza i jestem mądrzejszy od całej katedry SGH. Ja tam odkryłem jedno: że koszę trawnik za darmo. Miałem 12 lat i chciałem rower. Rower był w złotówkach. Spytałem, ile złotówek dostanę za tatodolara. Stary odparł, że suwerenny emitent nie musi bronić kursu. I faktycznie nie bronił, bo popytu na tatodolara poza naszym płotem nie było żadnego. Suwerenność monetarna: pełna. Wymienialność: zero. Rower: brak.
Rok później stary pożyczył od wujka pięć koła. Wujek odczekał przyzwoitość, czyli pół roku, i grzecznie się upomniał. Błąd. Stary posadził go przy stole, wziął kartkę i narysował dwa sektory. Patrz, wujek: mój deficyt to twoja nadwyżka, co do grosza. Tyś się wzbogacił o aktywo finansowe. Księgowość się zgadza. I to jest w tym wszystkim najgorsze, mirki — księgowość naprawdę się zgadzała. U starego księgowość zgadza się zawsze. Tylko pieniędzy nie ma. Wujek popatrzył na kartkę, popatrzył na starego i spytał po ludzku: dobra, ale kiedy zobaczę gotówkę. Stary na to, że gotówka popłynie, gdy pojawi się presja inflacyjna. No i trzymajcie się: przez dziesięć lat presja inflacyjna nie pojawiła się w naszym domu ani razu. Mama podniosła cennik obiadów — szok podażowy, schabowy zdrożał. Babcia zażądała odsetek — inflacja marżowa, chciwość babci. Każda podwyżka w tym gospodarstwie miała swoją przyczynę i żadna nigdy nie była monetarna. Same szoki podażowe, co miesiąc, punktualne jak rachunek za prąd. Wujek czeka dziewiąty rok. Formalnie bogaty.
Potem była komunia kuzynki. Ksiądz w kazaniu powiedział, żeby oddać cesarzowi, co cesarskie, i poczułem, jak obok mnie tężeje powietrze. Wiedziałem. Cała ławka wiedziała. Stary wstał i na cały kościół ogłosił, że cesarz niczego nie potrzebuje z powrotem, bo sam te denary wyemitował, a podatek istnieje po to, żebyśmy ich chcieli. Wyprosili go. Znalazłem go potem w aucie, czytał Moslera. Mosler, mirki, to trader z funduszu hedgingowego, który swoją księgę o świętej roli podatków pisał na rajskiej wyspie, dokąd przeprowadził się dla ulg podatkowych. Powiedziałem to staremu przez szybę. Nawet nie podniósł wzroku. "To niezwiązane." W tym domu wszystko, co niewygodne, jest niezwiązane.
W zeszłym roku straciłem robotę. Myślałem, że stary powie coś ojcowskiego. Stary ogłosił uruchomienie gwarancji zatrudnienia. Dostałem stanowisko: przekładacz drewna, lokalizacja stodoła, kierunek z lewej na prawą. Stawka stała — żeby, cytuję, kotwiczyć inflację. Spytałem, co z tego drewna powstanie. Nic nie powstanie. Produkt jest drugorzędny, bo ja nie jestem tu od produkowania — ja jestem buforem cenowym. To nie obelga, mirki, sprawdziłem, to termin z literatury. Moja funkcja w gospodarce narodowej polega na tym, żeby istnieć i nie żądać podwyżki. Na drugi kwartał zaplanowano przekładanie drewna z powrotem na lewo. Polityka antycykliczna.
Wczoraj wieczorem zebrałem się na odwagę. Spytałem o Wenezuelę. Stary, nie odrywając się od talerza: szok podażowy, ropa siadła. I cholera, w dużej mierze prawda. Spytałem o Argentynę. Dług w obcej walucie, poza zakresem teorii. Też się zgadza. I wtedy do mnie dotarło, jak genialnie zakreślony jest ten zakres: każdy kraj, w którym się udało, potwierdza teorię, a każdy, w którym się nie udało, leży poza zakresem. Teoria suwerennego pieniądza obowiązuje wszędzie tam, gdzie jeszcze nie upadła.
Więc zadałem ostatnie pytanie. Tato. Co musiałoby się stać, żebyś uznał, że się mylisz. Stary zamilkł. Pierwszy raz w życiu widziałem, żeby tak długo myślał. Mama wychyliła się z kuchni. Kot przestał jeść. W końcu podniósł głowę, spojrzał mi w oczy i powiedział spokojnie:
"Gdybym się mylił, salda by się nie zgadzały. A salda, synu, zgadzają się zawsze."
Długo nie mogłem zasnąć tej nocy. Bo zrozumiałem, że stary właśnie powiedział mi prawdę. Pierwszą i jedyną. Jego teoria upadnie dokładnie w dniu, w którym dwa plus dwa przestanie być cztery.
Dziś rano przełożyłem drewno. Z lewej na prawą. Salda stodoły zbilansowane.