Skończyłem niedawno Cropdeck od
@MadHeadBump i muszę powiedzieć, że byłem wciągnięty bardzo mocno. Urocza grafika, dość prosty (dla mnie) gameplay i sporo kombinacji kart, dodatków i innych rzeczy. Oto moje wrażenia.
Całą gra toczy się wokół zarabiania kasy na zdziercę wyzyskiwacza ziemianina i to dla niego musimy uprawiać te wszystkie pola.
Run zaczynamy od wyboru zwierzaka (każdy ma inne bonusy i "problemy"), potem wyboru zestawu początkowego i już lecimy do pierwszego nieobsianego w ogóle pola i jednego stracha na wróble - te dają różne bonusy w stylu dodatkowej energii, dodatkowej karcie przy określonej akcji, a nawet podlaniu pola czy częstszym deszczu. Karty mamy podzielone na uprawy, narzędzie do orania i podlewanie - to tak z grubsza, żeby nie spojlować. Każda roślina uprawna potrzebuje dwóch rzeczy: zaoranego i podlanego poletka. To pierwsze robimy sami, to drugie też, ale wspomaga nas od czasu do czasu deszcze. Pola mogą jeszcze dostać bonusy, ulepszacze i użyźnioną glebę. I tak to się wszystko kręci, ale nie ma jednego idealnego sposobu uprawy, bo mamy różne biomy, z różnymi okolicznościami przyrody itp.
I to mi się bardzo podoba, skutecznie mnie to zachęcało do kombinowania. A w każdym runie, podzielonym na 3 sezony mamy to różnorodnie rozdzielone. Kart jest od groma, samych roślin jest 31, a kart w ogóle ponad 120 do odblokowania. Ja ogólnie fanem karcianek nie jestem i tego typu rogalików, ale tutaj wsiąkłem na 20 godzin. Wszystko jest fajnie podane na tacy, intuicyjne i szczerze mówiąc nawet jak nie mamy pojęcia co robić to może się nam udać :) Przytulność potęguje przyjemna, stylizowana grafika i zapętlone plumkanie w tle - i tutaj jedyna rzecz do, której bym się doczepił - trochę mało tej muzyczki.
Moja obiektywna recenzja: mi się podoba!
#polskiegry