PrzewodzikFilmowy (NajlepszeSzoty)
PrzewodzikKsiążkowy (wypisy)
"Tam zawsze jest jakiś facet!" - tego dnia w 1993 roku dobyła się premiera filmu „Bohater ostatniej akcji” w reżyserii Johna McTiernana, który był komediowym pastiszem kina sensacyjnego. I swoistym pożegnaniem z tą formę, która święciła sukcesy od lat 80., a Arnold Schwarzenegger stał się ich symbolem i ikoną – to zresztą początek jego komediowego etapu kariery, bo w latach 90. ról w komediach miał bodaj najwięcej. A tak aktor sam wspominał ten film:
„W Hollywood nikt nie wygrywa bez przerwy. Prędzej czy później każdy dostanie łomot. Następnego lata przyszła kolej na mnie przy okazji Bohatera ostatniej akcji. Obiecaliśmy światu hit nad hitami, promowaliśmy go jako „największy przebój 1993 roku” i „najlepszy film lata”. Terminator II: Dzień sądu był najbardziej dochodową produkcją roku 1991 i oczekiwano, że Bohater ostatniej akcji pobije jego wyniki.
Tymczasem przebojem lata, który każdy chciał zobaczyć, został Park jurajski Stevena Spielberga – ostatecznie przegonił nawet E.T., odbierając mu pozycję najbardziej zyskownego filmu w historii. My wypuściliśmy rzecz za mało chwytliwą jak na wielkie widowisko, w dodatku mieliśmy pecha, ustalając termin wejścia filmu na ekrany na weekend po premierze Parku jurajskiego. Odkąd Bohater ostatniej akcji trafił do kin, był flekowany ze wszystkich stron. Magazyn „Variety” na pierwszej stronie zamieścił tytuł na cztery szpalty: „Dinozaury zżarły lunch Arnolda”.
W sumie Bohater ostatniej akcji przyniósł jednak zyski i porażka wynikała jedynie z tego, że nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Gdybym nie był tak wielką gwiazdą, nikt by nie zwrócił na to uwagi. Szkoda, że tak się stało, bo szalenie podobał mi się pomysł tego filmu. Było to połączenie kina akcji z komedią – dwa rodzaje ról, w których sprawdzałem się najlepiej.
Żeby trafić do jak najszerszej widowni, robiliśmy Bohatera dla kategorii wiekowej PG13 (od trzynastu lat, a dla młodszych dzieci za zgodą rodziców) – w gruncie rzeczy jako wielką wakacyjną frajdę; parodię bez eksponowania przemocy, wulgaryzmów i seksu. Grałem w nim bohatera kina akcji, Jacka Slatera – działającego nieszablonowo detektywa policji z Los Angeles.
Poza tym byłem producentem wykonawczym tego film, więc musiałem zatwierdzać każdy jego aspekt: dopracowanie scenariusza, wybór reżysera i obsady, wybór wytwórni, która sfinansuje projekt, dystrybucję i marketing, ostateczny budżet, wybór firmy PR, plan rozpowszechniania za granicą i tak dalej. Chętnie wziąłem na siebie te dodatkowe obowiązki. Kiedyś często aktywnie włączałem się w prace nad filmem, doprowadzając do podpisania kontraktu, wybierając reżysera i jakżeby inaczej? – planując kampanię marketingową.
Czasami jednak mówiąc „Pokażcie mi ten plakat” albo „Znajdźmy jakieś lepsze zdjęcie”, miałem wrażenie, że wtrącam się w nie swoje sprawy. Teraz mogłem się mieszać do wszystkiego: od wymyślania chwytów reklamowych po zatwierdzanie prototypów zabawek Jacka Slatera.
Sercem fabuły jest Danny Madigan, jedenastoletni kinoman. Ma bzika na punkcie kina akcji, zna wszystkie filmy tego gatunku. Nagle dostaje magiczny bilet, który pozwala mu się znaleźć w najnowszym filmie Jacka Slatera, jego ulubionego bohatera.
Cieszyłem się, że na reżysera udało mi się ściągnąć Johna McTiernana, który zrobił Predatora, a także Szklaną pułapkę oraz Polowanie na Czerwony Październik. John zawsze miał niezwykle klarowną wizję. W przypadku Bohatera ostatniej akcji jako pierwszy zasygnalizował mi, że mogą być kłopoty.
Pewnego razu, kiedy po zakończeniu zdjęć o trzeciej w nocy wybraliśmy się w Nowym Jorku na drinka, powiedział: „W sumie robimy jakby kolejne E.T.”. Słysząc to, nabrałem złych przeczuć, że może jednak pomysł z kategorią wiekową PG13 to był błąd. Zacząłem się obawiać, że choć drugą gwiazdą jest dziecko, widzowie nie kupią mnie w filmie akcji przeznaczonym dla całej rodziny.
Harrison Ford mógł sobie na to pozwolić w Poszukiwaczach zaginionej Arki, ale nie ja. Oczywiście już wcześniej grywałem w komediach, lecz to było co innego, bo w komedii nikt nie oczekuje, że będę rozwalał ludzi. Natomiast sprzedając film ze słowem „akcja” w tytule, trzeba trochę tej akcji zapewnić. Drugi Conan spalił na panewce właśnie dlatego, że przerobiliśmy go na film dla dzieci. A teraz stawialiśmy na to, że zdołamy wykrzesać dość niesamowitej kaskaderki oraz energii, żeby Bohater ostatniej akcji okazał się godny tytułu.
W tamtym czasie pomysł nakręcenia ciepłego filmu akcji dla milusińskich wydawał się całkiem rozsądny. Gubernator Arkansas Bill Clinton właśnie pokonał George’a Busha w wyborach prezydenckich w 1992 roku. Media wciąż donosiły o tym, że pokolenie drugiej wojny światowej ustępuje miejsca pokoleniu wyżu demograficznego, a Stany Zjednoczone zwracają się przeciwko przemocy.
Dziennikarze zajmujący się branżą rozrywkową pytali: „Ciekawe, co to oznacza dla brutalnych, konserwatywnych bohaterów kina akcji, jak Sylvester Stallone, Bruce Willis i Arnold Schwarzenegger? Czy widzowie przerzucą się teraz na pokój i miłość?”.
Chciałem się wpisać w ten nowy trend. Dlatego gdy twórcy zabawek pokazali nam prototypy Jacka Slatera, odrzuciłem ich propozycje uzbrojenia, jakim się miał posługiwać. „Mamy lata dziewięćdziesiąte, nie osiemdziesiąte” – tłumaczyłem. W rezultacie Jack Slater zabawka nie chodzi z miotaczem płomieni, tylko walczy wręcz i mówi: „Gruby błąd” – tym powiedzonkiem zwraca się do złoczyńców. Napis na pudełku z zabawką głosił: „Bądź mądry. Nigdy nie baw się prawdziwą bronią”.