Ale internetowi złośliwcy nie piszą o "wielu" ani o "niektórych", ani o "fałszywych", tylko po prostu o twórcach. Ba, o ile dobrze pamiętam to w ostatnich tygodniach ktoś mi osobiście napisał, że to moja praca jest nikomu niepotrzebna. 😉
Ale nawet gdyby przyjąć taką argumentację za dobrą monetę: co to znaczy "wielu" i "niektórzy"? Bo ja na przykład ośmielę się stwierdzić, że z racji zawodu i zainteresowań znam więcej twórców niż przeciętny miś — od ludowych muzyków i rzeźbiarzy, przez kaligrafów i grafików warsztatowych, po ludzi, którzy sprzedają modele do druku 3d na MyMiniFactory — i poza kilkoma przypadkami oczywistej autokreacji (albo zwykłego zgorzknienia) w większości są to ludzie raczej pokorni. Zresztą, jacy mogliby być, wybierając karierę kosztującą tak wiele w zamian za tak mikroskopijne szanse na jakiekolwiek uznanie?
Przypuszczam więc, że cała grupa zawodowa, licząca ponoć dziesiątki tysięcy ludzi, bierze ostatnio w łeb za kilkunastu czy kilkudziesięciu warszawskich artystów estradowych, którym brylowanie na stadionach i w TVP mogło kiedyś przewrócić w głowie — albo jest w ogóle wykalkulowanym sposobem na przypomnienie widzom o sobie.