„My się z nią nie będziemy cackać jak banderowcy jej okiem”, pisze jakiś użytkownik na portalu X. „Odpi**asz ze mną i braćmi Rosjanami k**wę Hartwińską, która morduje polskie dzieci? (sic!)”.
Po co Wam to pokazuje? Żebyście mieli świadomość, że poza hejtem na Ukrainę i Ukraińców, oskarżeniami o zdradę i kolaboranctwo, my mierzymy się z groźbami śmierci. Czy prawdziwymi? Do ataków, pobić czy wyzwisk w prawdziwym życiu dochodzi niemal codziennie, więc można to wszystko traktować serio. Czy się wycofam? To zależy od Was. Zamieszanie z orderem Orła widzę na moich zrzutkach, bo wpłaty znacznie się zmiejszyły. Powiem zupełnie wprost: bez waszych wpłat nie będę w stanie kontynuować działalności. To proste. Ale chciałabym wiedzieć: w czym winni są ci zwyczajni ludzie, którzy z bronią w ręku siedzą teraz w okopach? Co się zmieniło? Co wpłynęło na Waszą decyzję, by tym razem nie wrzucić na zrzutkę?
Myślałam, że nie będę musiała wypowiadać się na ten temat, ale moje dni są policzone - jak widać na zdjęciu. Co więc sądzę o nadaniu jednej z jednostek nazwy bohaterów UPA?
Jest tylu wspaniałych bohaterów TYCH CZASÓW, którzy zasłużyli na to, by nazwać ich imieniem jednostki, ulice, skwery, place. Maksym Krywcow, Nazarij „Hrjenka” Hryncewycz, Andrij „Dżus” Pilszczykow, Iryna „Czeka” Cybuch, Oleksandr Machow, Witalij Skakun, czy cała lista bohaterów Niebiańskiej Sotni… Dla mnie to właśnie oni tworzą ukraińską tożsamość narodową, w której nie ma szarości - jest biel i czerń, walka dobra ze złem, światło i mrok. Ale nie mnie obierać Ukrainie bohaterów narodowych. To taki poboczny komentarz.
Rodzina od strony ojca mojego taty została brutalnie wymordowana przez UPA w okolicy Tarnopola. Z trzynastu osób przeżyły dwie - dziadek i jego brat. Dziadek, we wspomnieniach spisanych na maszynie, pisał, że niektórzy z oprawców poprzebierali się w niemieckie mundury, zaganiali ludzi na plac w ich wsi i tam rozstrzeliwali. Mimo rodzinnej historii od trzech lat jestem miesiąc w miesiąc na froncie z pomocą dla ukraińskiej armii. Dlaczego? Bo stoję po stronie ofiary, bo pamiętam o Buczy, Izium, Bachmucie. Bo pamiętam o Foksie, Kiszce, Jeżyku, Batonie. Bo to, co było 80 lat temu, to historia, którą w tej chwili zajmują się historycy i archeolodzy. Wydawane są kolejne zgody na ekshumacje, odbywają się pochówki, czczona jest pamięć o ofiarach. Nikt przecież nie neguje tego, co się stało. Ale dajmy pracować archeologom i zatrzymajmy ludobójców, którzy dokonują zbrodni teraz, w tej chwili, każdego pieprzonego dnia. Ja chcę za dziesięć lat stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie: nie byłam obojętna.
Marek Edelman powiedział: „Bo obojętność w pewnym momencie jest tym samym co morderstwo, zabójstwo. Jak się przyglądasz złu i odwracasz głowę albo nie pomagasz, kiedy możesz pomóc, to stajesz się współodpowiedzialny. Bo twoje odwrócenie głowy pomaga tym, którzy dopuszczają się zła”.
A do końca jest już naprawdę blisko. Czujemy to my, czują to żołnierze. Chcę jechać do Sum, usiąść nad rzeczką z przyjaciółmi i rodziną, wystawić gębę do słońca i pomyśleć sobie: no, daliśmy radę. MY. Razem.
Ale czy będziemy dalej działać, zależy od Was. Serio.
Ps. Do kupna pikapa brakuje jakieś 10 tysięcy złotych:
zrzutka.pl/ewt7xm