A dzisiaj przypomniał mi się żart z czasów komunistycznych "Wymiana handlowa Polski z ZSRR jest bardzo dobra - My im dajemy cukier, a oni biorą od nas węgiel”. Podobnie wygląda w dzisiejszych czasach współpraca nauki z wydawcami - naukowcy zapłacili 2,53 miliarda USA za wydanie publikacji 6 największym wydawcom, a za to wydawcy pobrali 5 miliardy USA za dostęp do publikacji.
W tej całej historii smutne jest jednak to, że przez tak ogromne ceny dostępu do publikacji wielu naukowców nie ma do nich dostępu. Mimo, że publikacje te powstają na publicznych uczelniach, a proces recenzji jest też często przeprowadzany nieodpłatnie przez samych naukowców. Niestety, nawet w Polsce - tej dwudziestej gospodarce na świecie - ciągle się słyszy, że któryś naukowiec nie ma dostępu do konkretnej publikacji... jak be z takiego dostępu mamy konkurować ze światem?
Na szczęście, nie cała nauka jest skazana na ten model. Światełkiem w tunelu jest informatyka (Computer Science), która udowadnia, że można inaczej. W naszej dziedzinie najważniejsze i najnowsze wyniki publikuje się na konferencjach, a środowisko wypracowało zdrowe zasady gry oparte na rzeczywistym Open Access:
🔹 ACM (Association for Computing Machinery) – obecnie przechodzi na model w 100% otwarty (ACM Open). Standardowa opłata (APC) za artykuł konferencyjny wynosi ok. 250–350 USD. To ułamek kwot (nierzadko sięgających 3000-5000 USD) żądanych przez komercyjnych gigantów w innych dziedzinach. Co więcej kwota ta jest ujęta w opłacie za udział w konferencji.
🔹 LIPIcs (Leibniz International Proceedings in Informatics) – wydawane przez Schloss Dagstuhl, to absolutny wzór dla całej nauki. Seria ta publikuje materiały z topowych konferencji domyślnie w Open Access. Opłata za publikację artykułu? Zaledwie ok. 60 EUR. Podobnie jak dla ACM kwota ta zazwyczaj jest ujęta w opłacie rejestracyjnej za konferencję, więc autor w ogóle się nią nie martwi. Wynika to z prostego faktu: opłata ta pokrywa rzeczywiste koszty infrastruktury i składu technicznego, a nie generuje 40-procentowej marży dla korporacji.
Da się? Da się. Zamiast pompować miliardy w oligopole wydawnicze, nauka może budować i wspierać własną infrastrukturę. Wiedza jest darmowa dla czytelników, a koszty po stronie twórców sprowadzają się do uczciwego, rzemieślniczego minimum.