Niestety z baletu Androidy w
@Opera_Narodowa wyszedłem w połowie.
Nie znam się kompletnie i nie rozumiem tej formy sztuki i ani mnie ona ziębi, ani grzeje. Na Androidy poszedłem zachęcony świetnym baletem Dracula, gdzie taniec był do muzyki Killara z filmu i pozwalało mi to, odnosząc się do filmu, nadążać za akcją.
Z Androidami tak niestety nie ma. Kupując ten ponad rok temu bilety, byłem przekonany, że będzie to przedstawienie na bazie filmu albo książki Dicka. Tymczasem była to luźna adaptacja, bazująca na motywach, nie mająca muzyki zbliżonej do tej filmowej.
Owszem, słyszałem w niej i Obcego i Incepcję, ale niestety ani Vangelisa ani fragmentów z 2049.
Taniec do mnie nie przemawia - zauważyłem, że instyktownie staram się go zrozumieć, jak język migowy.
Wizual na początku był boski, scenografia ciekawa, ale całość dla mnie niezrozumiała, a przez to po jakimś czasie nudna.
Nie mówię, że to zły balet. Mówię, że dla osoby nierozumiejącej baletu to balet, nomen omen, niezrozumiały.