Polecam ten film szczególnie osobom, które do tej pory nie interesowały się tematami wojny dronowej, zmian w globalnym bezpieczeństwie i przyszłości konfliktów zbrojnych - bo pokazuje je w przystępny sposób, ale bez spłycania skali problemu.
Jednym z najmocniejszych wątków wystąpienia Petera Zeihana była teza, że jesteśmy świadkami nowej rewolucji wojskowej. Nie chodzi już wyłącznie o satelity, lotniskowce, myśliwce piątej generacji czy precyzyjne pociski za miliony dolarów. Coraz większe znaczenie mają systemy tanie, masowe, częściowo autonomiczne i możliwe do produkcji poza klasycznym kompleksem zbrojeniowym. Najważniejszym przykładem są drony.
Zeihan rozróżnia kilka generacji tych technologii. Pierwsza to drony sterowane w czasie rzeczywistym przez operatora. Ich zaletą jest precyzja: operator może nie tylko trafić w czołg, ale wybrać konkretny słaby punkt - np. tylną część gąsienicy, gdzie uszkodzenie unieruchamia pojazd. Takie drony są jednak zależne od łączności. Jeżeli przeciwnik zerwie sygnał, zakłóci transmisję albo przejmie kontrolę nad kanałem komunikacji, dron może spaść, wrócić do bazy, zawisnąć albo polecieć dalej bez sensu.
Dlatego pojawiła się kolejna kategoria: drony z pamięcią. Nie potrzebują stałego połączenia z operatorem. Mają wcześniej wgrany plan lotu i korzystają z prostych sygnałów pozycjonujących, takich jak GPS albo ich rosyjskie czy chińskie odpowiedniki. To czyni je odporniejszymi na klasyczne zakłócanie łączności, ale ma też ograniczenie: taki dron nie rozumie pola walki. Jeśli cel został już zniszczony, dron nadal może w niego uderzyć. Jeśli na trasie pojawi się przeszkoda, może po prostu w nią wlecieć. Jeśli przeciwnik zmanipuluje sygnał pozycjonujący, można go skierować w złe miejsce.
Najciekawsza jest jednak następna generacja: drony z prostym „drzewem decyzyjnym”. Nie są jeszcze pełną sztuczną inteligencją w popularnym rozumieniu, ale potrafią rozpoznać kategorie celów i wybrać priorytet. Można im zaprogramować hierarchię: najpierw system przeciwlotniczy, jeśli go nie ma - elektrownia, jeśli jej nie ma - ciężarówka z paliwem, jeśli jej nie ma - czołg. Taki dron po dotarciu w rejon działania sam przypisuje sobie cel. Ponieważ decyzja zapada wewnątrz urządzenia, a nie przez zewnętrzne sterowanie, przeciwnik ma dużo mniej możliwości zakłócenia misji. Najprostszym sposobem obrony pozostaje fizyczne zestrzelenie drona.
Według Zeihana Ukraina zaczęła wykorzystywać takie systemy w dużej skali, szczególnie przeciw rosyjskiej logistyce i infrastrukturze energetycznej. W ostatnich miesiącach miały one odgrywać istotną rolę w atakach na rosyjski sektor paliwowy. Jeszcze ważniejsze jest jednak ich zastosowanie bliżej frontu: drony mogą wyszukiwać drogi, śledzić je i atakować pojazdy zaopatrzeniowe. To oznacza, że całe zaplecze frontu staje się niebezpieczne. Nie tylko pozycje bojowe, ale też ciężarówki z paliwem, amunicją, żywnością i wodą.
To radykalnie zmienia sposób prowadzenia wojny. Dawniej linia frontu była najgroźniejszym miejscem, a zaplecze kilkadziesiąt kilometrów dalej było względnie bezpieczne. Teraz tanie systemy latające mogą paraliżować logistykę głęboko za frontem. A bez logistyki armia przestaje działać: nie ma paliwa, amunicji, rotacji ludzi ani ewakuacji rannych.
Zeihan zwraca też uwagę na rozwój konstrukcji hybrydowych. Klasyczny quadcopter jest bardzo zwrotny, może zawisnąć, wlecieć do budynku, zaatakować konkretny pokój czy bunkier, ale ma ograniczony zasięg i udźwig. Dron stałopłatowy ma większy zasięg i prędkość, ale nie potrafi manewrować tak precyzyjnie. Ukraińcy zaczęli łączyć te rozwiązania: dron startuje jak quadcopter, a potem wykorzystuje skrzydła do szybowania. Według Zeihana takie rozwiązania szybko zwiększyły zasięg ukraińskich dronów i pozwalają atakować cele znacznie dalej od frontu niż wcześniej.
Konsekwencje dla Rosji są poważne. Jeśli ukraińskie drony rzeczywiście są w stanie regularnie razić logistykę na dystansie dziesiątek, a nawet ponad stu kilometrów od linii frontu, rosyjska armia traci zdolność bezpiecznego gromadzenia ludzi i sprzętu. To nie oznacza automatycznej klęski Rosji. Rosjanie przez lata budowali rozbudowane pozycje obronne, w tym ogromne pola minowe, a przełamanie takiej obrony nadal jest bardzo trudne. Ale po raz pierwszy od dłuższego czasu pojawia się możliwość, że technologia może naruszyć rosyjską przewagę w masie i głębokości obrony.
Jednocześnie Zeihan ostrzega, że przewaga Ukrainy nie musi być trwała. Rosja historycznie dobrze radzi sobie z kopiowaniem sprawdzonych rozwiązań i produkowaniem ich w dużej skali. Jeśli rosyjski przemysł przejmie te rozwiązania, wojna dronowa może wejść na jeszcze większy poziom masowości. Co więcej, ta technologia nie pozostanie wyłącznie w Ukrainie i Rosji. Będzie kopiowana przez Polskę, Niemcy, państwa bałtyckie, Iran, Koreę, Chiny i wiele innych krajów. To zmienia nie tylko wojnę w Ukrainie, ale całą przyszłość konfliktów zbrojnych.
Najważniejszy wniosek jest taki: pole walki staje się coraz mniej przyjazne dla drogiego, dużego i scentralizowanego sprzętu. Czołgi, artyleria, systemy obrony przeciwlotniczej, statki, samoloty na lotniskach i centra logistyczne są coraz bardziej narażone na ataki tanich, licznych i trudnych do zakłócenia systemów. Równowaga przesuwa się z jakości pojedynczego uzbrojenia na skalę produkcji, elastyczność i zdolność szybkiego dostosowania.
Ten sam problem widać w amerykańskim arsenale. Zeihan zestawia kosztowne systemy obrony przeciwrakietowej, takie jak pociski PAC-3 używane przez Patrioty, z tanimi dronami typu Shahed. Jeden amerykański pocisk może kosztować kilka milionów dolarów, podczas gdy dron przeciwnika kosztuje dziesiątki tysięcy. To ekonomicznie niekorzystna wymiana. Nawet jeśli system obronny działa, zużywa zasoby znacznie szybciej niż przeciwnik.
Według Zeihana USA zużyły już znaczną część zapasów kluczowych środków rażenia i obrony: Tomahawków, pocisków standoff, PAC-3 oraz THAAD. Produkcja tych systemów jest ograniczona, kosztowna i wolna. Nawet jeśli budżet przewiduje zwiększenie produkcji, odbudowa zapasów może potrwać lata. To oznacza, że Stany Zjednoczone nie mogą bez końca prowadzić konfliktów w dotychczasowym stylu: daleko od własnego terytorium, z użyciem drogich precyzyjnych pocisków i założeniem, że magazyny zawsze da się uzupełnić.
To jest fundamentalna zmiana. Przez dekady amerykańska projekcja siły opierała się na przewadze technologicznej, logistyce globalnej i ogromnych zapasach amunicji precyzyjnej. Teraz okazuje się, że przeciwnicy mogą wymuszać niekorzystną wymianę kosztową: tania amunicja, tanie drony i masowe ataki przeciw drogim systemom obronnym. Jeśli każde zestrzelenie drona za kilkadziesiąt tysięcy dolarów wymaga rakiety za kilka milionów, nawet najbogatsza armia świata zaczyna mieć problem.
Dlatego wojna przyszłości może być mniej „czysta technologicznie”, a bardziej przemysłowa. Wygra niekoniecznie ten, kto ma najdroższy pojedynczy system, ale ten, kto potrafi produkować tysiące tanich, wystarczająco skutecznych systemów i szybko je modyfikować. Ukraina już pokazuje taki model: szybkie iteracje, krótki cykl produkcji, ciągłe testowanie na polu walki i natychmiastowe poprawki. To przypomina bardziej sektor technologiczny niż tradycyjny przemysł zbrojeniowy.
Dla Polski i Europy wnioski są oczywiste, choć niewygodne. Nie wystarczy kupować najdroższych systemów zachodnich. Trzeba budować własne zdolności masowej produkcji dronów, amunicji krążącej, środków walki radioelektronicznej, systemów wykrywania i tanich efektorów do zwalczania tanich celów. Potrzebne są nie tylko Patrioty, HIMARS-y i F-35, ale też fabryki, komponenty, elektronika, software, szkolenia operatorów i procedury szybkiego wdrażania zmian.
Zeihan pokazuje więc szerszy obraz: drony nie są dodatkiem do nowoczesnej wojny. One stają się jej rdzeniem. Zmieniają logistykę, obronę, atak, koszty i tempo adaptacji. A państwa, które zrozumieją to szybciej, będą miały przewagę nie dlatego, że posiadają pojedynczy cudowny system, ale dlatego, że potrafią masowo produkować, tracić, uczyć się i produkować kolejną, lepszą wersję.
To może być najważniejsza lekcja wojny w Ukrainie: przyszła przewaga militarna nie będzie wynikała wyłącznie z technologicznej doskonałości, ale z połączenia przemysłu, skali, prostoty, autonomii i szybkości uczenia się.
youtu.be/-XJ9dWuUuQI?si=SEhk…