Kto by pomyślał, że prezydentem kolebki demokracji będzie durny narcyz, który zabił żonę by wymienić ją na prostytutkę, dupe największego pedofila świata, notabene przyjaciela od gwałtów na nieletnich. Dodajmy, że ten palant chciał pokojowego Nobla a za chwilę groził końcem życia na Ziemi.
Trudno się dziwić, że pod nosem mamy alfonsa z sopockiego kurortu, który lepiej się napierdala niż odpowiada na pytania dziennikarzy, do tego narkoman i prymityw.
Te czasy to "dni Noego", bo to gówno może zmyć tylko potop.