🇵🇱🇺🇦 Nie wiadomo, czy Piłsudski rzeczywiście to powiedział, ale dla naszych rozważań nie jest to istotne. "Naród wspaniały, ale ludzie k…wy" – to zdanie wielu podziwia za błyskotliwość i dziwną celność.
🇵🇱🇺🇦 Oto jest wielka wspólnota, ze swoją długą historią, podziwianą kulturą i bohaterstwem. I są mali ludzie, niedorastający do tej wielkości: cwaniacy, kombinatorzy oszukujący państwo i siebie nawzajem.
🇵🇱🇺🇦 Nazwanie Polaków kur…mi w tym powiedzeniu jakoś nikogo nie obraża. Ale patrzcie teraz! Co się stanie, gdy powiedzenie Marszałka odwrócimy? "Ludzie wspaniali, ale naród k…wa"?
🇵🇱🇺🇦 Natychmiast falangi prawicowców rzucą się do obrony abstrakcyjnego dość pojęcia, chociaż wcześniej wyzywanych ludzi jakoś nie kwapili się bronić. Tak już jest, że niektórym łatwiej się troszczyć o coś, czego nie widać, niż o to, co jest obok i potrzebuje pomocy.
🇵🇱🇺🇦 "Naród" ma dwa znaczenia – dobre i szkodliwe. Kiedy jest zbiorem ludzi, którzy są dumni ze swojej kultury, języka i historii, wszystko jest okej. Konkretna osoba nie jest wtedy odsuwana na bok przez abstrakcję, którą się "kocha", choć osoby można jednocześnie nienawidzić.
🇵🇱🇺🇦 Ale jest i drugie znaczenie "narodu" – gdy on sam staje się osobą, podmiotem moralnym, który coś "robi", "czuje", jest "obrażany". Z konkretnej wspólnoty ludzi staje się wówczas bytem niemal osobowym, który ma honor, dumę, interesy i którego dobro może przeważyć dobro konkretnych ludzi, którzy go tworzą.
🇵🇱🇺🇦 Ten drugi naród jest jak odległy Bóg, którego tak się kocha, że można w jego imię zabić kogoś, kto jest całkiem blisko. Ten naród jest idealny (jeśli jest nasz) albo okrutny (jeśli jest innych).
🇵🇱🇺🇦 Działa tutaj prostacki stereotyp – jeśli jakiś Polak robi coś dobrego, przenosi się to na naród polski jako całość. Jeżeli więc święta rodzina Ulmów (bez żadnej ironii!) oddała życie za ukrywanie rodziny żydowskiej, my wszyscy jesteśmy święci.
🇵🇱🇺🇦 Jeśli jednak jakaś inna polska rodzina zagoniła rodzinę żydowską do tej przeklętej stodoły w Jedwabnym, to ona albo jej nie zagoniła, albo ktoś ją zmusił, albo tak naprawdę nie była polska.
🇵🇱🇺🇦 W każdym razie złe czyny Polaków na naród polski nijak się nie przekładają – nie bez przyczyny "szmalcownik" to słowo obce.
🇵🇱🇺🇦 Oczywiście odwrotnie jest z innymi narodami. Jak jeden Niemiec okazał dobro Szpilmanowi, gdy ten opuszczał kryjówkę na Alei Niepodległości, to był to jeden Niemiec, a kto wie, czy nie Austriak.
🇵🇱🇺🇦 Ale jak inny Niemiec czy Ukrainiec torturował Polaka, to wina odwieczna spada na cały naród niemiecki czy ukraiński. Oni mają to we krwi, co nie? Nam się zło przydarza indywidualnie, ot, zawsze się znajdzie jakaś czarna owca. Oni złem żyją zbiorowo.
🇵🇱🇺🇦 Naród jako podmiot moralny to wizja infantylna – która potrzebuje bohatera, potrzebuje wroga i zawsze znajdzie obu. Odpowiedzialność narodu za zbrodnie to odpowiedzialność polityczna. Sprowadza się do przeprosin, odszkodowań, troski o pamięć. Ale odpowiedzialność moralna dzisiejszych Ukraińców czy Niemców za zbrodnie historyczne sama ma potencjał zbrodniczy. I to jasno widać.
🇵🇱🇺🇦 Decyzja Zełenskiego, by nadać jednostce wojskowej imię "Bohaterów UPA", jest głupotą i brakiem wrażliwości. Jako taka powoduje odpowiedzialność polityczną i jego, i wspólnoty, którą reprezentuje. Naszej wspólnocie należą się przeprosiny i powrót do szacunku, na którą za swoją pomoc Ukrainie zasłużyliśmy
🇵🇱🇺🇦 Ale wokół nas dzieje się o wiele więcej. Politycy prawicy chcą jak zawsze odpowiedzialności moralnej całego narodu ukraińskiego za dawne, realne zbrodnie jednostek i dzisiejsze, wyobrażone grzechy grupy. Potrzebują do tego wizji narodu jako wspólnoty z bajki – który jest albo idealny, albo podły
🇵🇱🇺🇦 I za ich namową my, Naród, a raczej nasza wyobrażona moralna wspólnota, wyobraża sobie dzisiaj inną wspólnotę i tak jak sobie przypisuje świętość, tak tamtej przypisuje potworność. Nie widzi drzew, widzi las, a gdy odpowiednio długo będzie namawiana, pomyśli, że coś bardzo złego z tym lasem trzeba zrobić.