POLEMIKA
Panie Krzysztofie,
Pana teza o możliwej przewadze strategicznej Ukrainy jest interesująca, ale w mojej ocenie na tym etapie konfliktu należałoby ją raczej zdefiniować jako zbliżanie się do strategicznej równowagi, a nie jej przełamanie.
Ukraina bez wątpienia osiągnęła istotne postępy na poziomie operacyjnym i systemowym – szczególnie w zakresie rażenia zaplecza, degradacji infrastruktury wojskowej Federacji Rosyjskiej oraz integracji systemów rozpoznania i uderzeń. To realnie ogranicza swobodę działania Rosji i podnosi koszt kontynuowania wojny. Co powoduje że nie może ją wygrać militarnie i politycznie. To jej poważny problem, nad którym pracują bardzo mocno w Pałacu Senackim
Natomiast przewaga strategiczna oznacza zdolność do narzucenia przeciwnikowi warunków zakończenia konfliktu.
W tym wymiarze Rosja nadal posiada istotne atuty: głębię strategiczną (co równoczesnie jest jej słabością), przewagę zasobową oraz - co kluczowe - zdolność do prowadzenia wojny w długim horyzoncie czasowym przy relatywnie (nie bez limitu) wysokiej odporności systemu politycznego na koszty.
Zgadzam się natomiast z diagnozą, że Rosja znajduje się pod rosnącą presją i będzie zmuszona do reakcji (dochodzi do limitów ale ich nie przekracza). Nie sprowadzałbym jednak tego do dychotomii: mobilizacja i eskalacja albo rozmowy i zamrożenie konfliktu. Kreml działa raczej w modelu pośrednim – kontrolowanej eskalacji przy jednoczesnym utrzymywaniu kanałów politycznych i testowaniu spójności Zachodu (trwać ale nie przegrać, a szukać okazji by wygrać).
Scenariusz „zamrożenia” rzeczywiście niesie dla Rosji ryzyka, ale nie tyle w postaci szybkiego wejścia Ukrainy do NATO, co raczej trwałej militaryzacji Ukrainy przez Zachód, integracji gospodarczej z UE oraz odbudowy jej potencjału wojskowego w modelu quasi-sojuszniczym (czyli nieprzewidywalnym i niekontrolowalnym dla Rosji).
Warto też dodać, że nawet hipotetyczna zmiana polityczna na Kremlu nie musi oznaczać zmiany strategicznego kursu Rosji.
Wojna została już głęboko zinternalizowana społecznie jako konflikt z Zachodem, a jej kontynuacja jest wzmacniana przez rosnącą rolę środowisk weteranów i aparatu siłowego, który czerpie z niej korzyści. To tworzy presję systemową na utrzymanie konfrontacyjnej polityki niezależnie od personalnych zmian na szczycie władzy.
Pańska obserwacja dotycząca potencjalnego okna operacyjnego jesienią jest bardzo trafna – zmiana warunków środowiskowych (roślinność plus pogoda ograniczająca skuteczność dronów) rzeczywiście może stworzyć bardziej sprzyjające warunki dla działań manewrowych i sił, które mają przewagę liczebną.
Należy jednak pamiętać, że efekt ten działa symetrycznie i nie rozwiązuje strukturalnych problemów rosyjskich sił zbrojnych, takich jak jakość dowodzenia, logistyka czy zdolność do przełamania rozbudowanej inżynieryjnie i technologicznie obrony przeciwnika.
Dlatego skłaniałbym się do wniosku, że ewentualna rosyjska „ofensywa jesienna” – jeśli nastąpi – będzie miała raczej charakter ograniczony i wielokierunkowy, ukierunkowany na osiągnięcie efektów politycznych i poprawę pozycji negocjacyjnej, a nie na strategiczne rozstrzygnięcie.
Kluczowa różnica w naszych ocenach dotyczy presji czasowej.
W mojej ocenie Rosja nie stoi w sytuacji „teraz albo nigdy”. Jej strategia opiera się raczej na długotrwałym konflikcie o kontrolowanej intensywności, w którym celem nie jest szybkie zwycięstwo, lecz uniknięcie porażki i stopniowe osłabianie Ukrainy oraz determinacji Zachodu.
W tym kontekście bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz adaptacyjnej eskalacji w 2026 roku – w tym jesienią – bez przełomu, przy jednoczesnym przygotowaniu się obu stron do kontynuacji wojny co najmniej do 2027 roku.
Pozdrawiam Szanownego Kolegę i dziękuję.
Pierwszy raz wygląda to tak (tzn. trwa to od kilku miesięcy), jakby Ukraina zyskała przewagę na poziomie strategicznym w tej wojnie.
Rosjanie muszą coś zrobić, bo sytuacja wydaje się poważna. Mają dwa wyjścia. Mobilizacja i eskalacja. Rozmowy i zawieszenie broni przy utrzymaniu dotychczasowego status quo.
Ta druga opcja jest bardzo ryzykowna, bo jak działania wojenne ustaną, to Zachód jeszcze gotowy rozmieścić swoje siły na Ukrainie... A następnie wciągnąć ją do UE i NATO przekreślając plany Kremla i wbijając ostatni gwoźdź do trumny polityki Putina.
Na to Rosja uważam nie pozwoli. Dlatego myślę, że Kreml mimo problemów i ograniczeń będzie szedł w eskalację i musi się spieszyć.
W kontekście operacyjno-taktycznych uwarunkowań na polu bitwy, to do ofensywy okazja pojawi się, gdy roślinność będzie jeszcze zielona (dająca zasłonę przed wzrokiem dronów), ale pogoda będzie już trudna. Wietrzna, deszczowa etc - utrudniająca lub okresowo uniemożliwiająca masowe działanie dronów.
Z tego punktu widzenia skłaniam się do wniosku, że Rosja powinna się szykować na jesienną ofensywę. Chyba, że uważają, że mają jeszcze dość infrastruktury by wytrzymać do wiosny 27'...