Jeremy Sochan.
Pierwszy Polak, który został Mistrzem NBA.
Możesz tu podchodzić narracyjne do tematu na wielu poziomach, możesz się śmiać, że grał mało, możesz być paladynem na białym koniu walczącym o dobre imię Polaka, możesz piać nad tym jaki jest wspaniały... możesz pisać co chcesz.
Czego byś nie napisał, Jeremy Sochan jest Mistrzem NBA, pełnoprawnym zawodnikiem New York Knicks, który miał swoją konkretną rolę i w Finałach NBA pojawiał się na boisku. Nie na długo, ale sam fakt, że grał w istotnych momentach spotkań, świadczy o jednym: to Mistrzostwo jest też jego. I ma w nim swoją cegiełkę.
Mówił o nim w trakcie Finałów NBA Mike Brown, mówił po Finałach Mikal Bridges, jego nazwisko słyszeliśmy wiele razy w trakcie tych Finałów. To nie jest tylko polsko-patriotyczna narracja - był potrzebny trenerowi w pojedynczych akcjach i Mike Brown ufał mu na tyle, że był gotów mu zaufać w kluczowych momentach spotkań - jak w, dosłownie, ostatniej akcji Finałów NBA przy meczu na styku.
Na pewno zdobył tym sobie szacunek w lidze i kontrakt na przyszły sezon. Gracz, który jest gotowy wejść w każdej chwili na boisko, choćby na jedną, jedyną akcję i dać z siebie wszystko, jest w NBA na wagę złota. Zawodnik, który nie gwiazdorzy, ale dba o atmosferę, potrafi być twardy i zna swoją rolę, to ktoś, kto jest potrzebny w każdej ekipie. Tak wyglądała duża część kariery Jareda Dudleya czy Garetta Temple i tak swoją rolę budował w lidze Luke Kornet, który wygryzł z San Antonio Jeremy'ego Sochana. Dzięki tej gotowości, Paul Reed jest kochanym zawodnikiem Detroit Pistons, Luka Garza jest chciany w każdej szatni, a mniej utalentowani synowie znanych ojców, Scottie Pippen Junior i Gary Payton Junior, w ten sposób utrzymali się w NBA i zyskali sobie w niej solidną rolę. I to jest teraz ścieżka kariery Jeremy'ego Sochana - taka jak tych zawodników wyżej, ale z pierścieniem na palcu i historycznym osiągnięciem dla polskiego zawodnika. Można żyć.
Powiedzmy to sobie jasno - Jeremy Sochan ma Mistrzostwo NBA, a Marcin Gortat go nie ma. Nie czyni to kariery Sochana lepszą niż Marcina, ale Jeremy jeszcze ma czas i ma coś, tę jedną rzecz, której Marcin może mu zazdrościć. Jednocześnie Jeremy już osiągnął w NBA więcej niż Maciek Lampe, Czarek Trybański, Szymon Szewczyk, Igor Milicic i Adam Wójcik razem wzięci.
Ba. Mistrzostwo NBA według danych Basketball Reference zdobyło raptem 512 graczy z 5487 zawodników, którzy kiedykolwiek wystąpili na parkietach NBA lub ABA. To znaczy, że tylko jeden na jedenastu graczy (9.3%) skończył karierę z co najmniej jednym pierścieniem. Więcej zawodników wystąpiło w tym sezonie na parkietach ligi (582) niż mieliśmy Mistrzów w jej historii.
Jeremy Sochan wstąpił więc do bardzo elitarnego klubu. I to jest coś co zostanie z nim do końca życia.
Warto też tutaj posypać głowę popiołem.
- Czy krytykowałem go? Tak
- Czy nie zgadzałem się z jego decyzjami? Tak
- Czy uważam, że powinien być lepszym graczem niż teraz jest? Tak
- Czy śmiałem się kiedy jako jedyny zawodnik Knicks nie wyszedł na parkiet w rywalizacji z Cleveland? Tak
Czy uważam, że powinienem za to przeprosić? Nie.
Mogę tylko powiedzieć, że wybór Knicks po zwolnieniu przez Spurs w trakcie trade deadline, który uważałem za błędny, dał mu Mistrzostwo NBA. A Mistrzostwo tłumaczy wszystko w NBA, czyli - decyzja była dobra, a ja się myliłem.
Wyśmiewany, krytykowany, z zamieszaniem dookoła swojej relacji z brytyjską influencerką Jeremy Sochan jest teraz górą. Serdecznie mu tego gratuluję.
Strasznie mi się jednak nie podobają teksty, sugerujące, że krytyka była niezasłużona, że należy się teraz od Jeremy'ego Sochana odczepić, że jak to tak można było się z niego śmiać?
Uważam, że jeśli ktoś dobrze życzy Jeremy'emu Sochanowi, to będzie dalej go krytykował, kiedy trzeba, czepiał się, kiedy na to zasłuży i śmiał się, kiedy sam to sprowokuje.
Uważam, że trzeba oddzielić to czy ktoś go lubi, czy nie lubi, czy zna, czy nie zna, czy może jest z nim blisko, od tego jak go oceniamy.
Ba, wręcz myślę, że po zdobyciu Mistrzostwa, to teraz dopiero zacznie się patrzenie mu na ręce. Oczekiwania nie zmaleją, tylko wzrosną. Pojawi się, być może ze strony dzisiejszych obrońców, jakiś rodzaj hejtu. Cóż, sukces rodzi wszelkiego rodzaju emocje, od miłości, przez niechęć po zazdrość i zawiść. I od tego też się odcinam.
Na koniec mamy zawodnika, który:
✅Jako pierwszy Polak w historii został wybrany w pierwszej rundzie draftu
✅Jako pierwszy Polak w historii został wybrany w Top 10 draftu, na 9. miejscu
✅Ma rekord punktowy Polaka w NBA - 33 punkty
✅Został Mistrzem NBA już w swoim czwartym sezonie w lidze
✅Ma dopiero 23 lata i jest młodszy od zawodników typowanych w do loterii draftu 2026
✅Powinien mieć przed sobą świetlaną przyszłość
✅Już na zawsze będzie kochany i pamiętany w Nowym Jorku jako część drużyny, która po 53 latach przywróciła mu Mistrzostwo
Jednocześnie:
❌Wciąż nie dorobił się choćby przyzwoitego rzutu
❌Nie dostał przedłużenia debiutanckiej umowy przekraczającego 100 milionów dolarów, co jest wręcz oczekiwane po picku z top10 draftu
❌Został zwolniony ze Spurs w trakcie debiutanckiego kontraktu, mimo, że był wybrany w Top10
❌Wciąż nie wiemy na jakiej gra pozycji
❌Z zawodnika, po którym oczekiwaliśmy kariery Mikala Bridgesa. OG Anunoby'ego czy chociaż Dysona Danielsa, spadł na półkę Jareda Dudleya i Luki Garzy
I o tym też warto mówić.
Niewiele osób śledzi Sochana pilniej niż ja.
Mieliśmy na kanale analizę niemal każdego jego występu w barwach Knicks.
Pierwszy pisałem i mówiłem w podcastach, o tym, że będzie w pierwszej rundzie draftu i typowałem go do loterii, kiedy wydawało się to jeszcze szaleństwem.
Osobiście napisałem jego pierwszy duży profil w polskich mediach.
Jarałem się nim czasem bardziej niż trzeba.
I krytykowałem jak widziałem, że coś nie działa. Czy to atletycznie, czy w kontekście przygotowania do sezonu, czy jeśli chodzi o jego rzut.
Wszystko to, w oderwaniu od jego osoby, od tego jak go postrzegam. To koszykarz i dopóki nikogo nie krzywdzi i jest pozytywnym człowiekiem - niech żyje jak chce. My go oceniamy za koszykówkę.
I teraz się strasznie jaram jego pierścieniem.
Jak można nie życzyć mu dobrze?
Jeremy Sochan w NBA to jest coś dobrego dla polskiej koszykówki. Jakby został gwiazdą, to ta nasza mała banieczka by eksplodowała. Bardzo bym tego chciał.
I wierzę, że pierścień na palcu da mu kolejną szansę w lidze, gdzie już się wydawało, że ta szansa drastycznie maleje.
On ma ten pierścień, a Karl Malone, Charles Barkley i Steve Nash nie mają. I to jest piękne.
Oby dobrze to wykorzystał.
Czekamy na jego decyzję latem, czekamy z jakim klubem podpisze kontrakt i co dalej się stanie z jego karierę.
A tymczasem...
Chwilo trwaj! 23-letni Polak Mistrzem NBA!
Kto by pomyślał 20 lat temu, że to w ogóle ma szansę się kiedykolwiek wydarzyć?
A na video macie Jeremy'ego Sochana na parkiecie w ostatniej akcji Finałów NBA. Warto sobie tę akcję zapisać na pamiątkę.