Nawrocki to absolutnie jedyny prezydent na świecie, który za każdym razem, gdy wyjeżdża za granicę, z lubością opluwa własny rząd i własny naród – ten sam naród, który ten rząd demokratycznie wybrał. Zamiast godnie reprezentować Polskę, zamiast budować jej prestiż, on z uśmiechem na ustach, przed zagraniczną publicznością, wylewa na nas wiadra pogardy, obrzydzenia i szyderstwa. Jakby Polska była jakimś wstydliwym epizodem w jego karierze, a nie krajem, któremu powinien służyć. To nie jest dyplomacja. To jest coś o wiele gorszego – to jest publiczne upokarzanie własnego państwa na oczach całego świata. Zdrada klasy politycznej w najczystszej, najbardziej obrzydliwej formie. Człowiek, który zamiast dumy czuje wstyd za tych, którzy go wybrali, i zamiast szacunku – wyłącznie pogardę. Żenujące. I tragiczne zarazem.