Wczoraj (21 maja) Ministerstwo Edukacji Narodowej opublikowało projekt podstawy programowej przedmiotu „Edukacja zdrowotna”.
Niestety, mimo pewnych ustępstw wobec krytyków, antyrodzinny charakter przedmiotu pozostał. Już w klasach 4-6 szkoły podstawowej dzieci będą uczyć się, że w rodzinie „może wystąpić rozwód, separacja, wejście w nowe związki” – i mają wymieniać sposoby radzenia sobie z tym. Rozwód stawiany jest na równi z chorobą czy pojawieniem się rodzeństwa. To normalizacja rozpadu rodziny i generowanie niepotrzebnego lęku u dzieci.
W dalszym ciągu uczeń ma znać „prawa i obowiązki dziecka oraz rodziców” – stawiając dziecko w roli kontrolera mamy i taty.
W szkołach średnich małżeństwo jest zrównywane ze związkami nieformalnymi, a uczeń ma „z szacunkiem” formułować komunikaty o rozwodzie, separacji i rozstaniu. Całość opakowana jest w hasła o „budowaniu relacji opartych na szacunku, godności, miłości i odpowiedzialności”, przy jednoczesnym stawianiu małżeństwa i związku partnerskiego na jednym poziomie.
Dodatkowo projekt zawiera elementy edukacji klimatycznej, które – jak pokazuje doświadczenie – mogą generować lęk i radykalizm wśród młodzieży.
Wszystko to ma się znaleźć w części obowiązkowej przedmiotu.
Z kolei w części dotyczącej seksualności (nawet jeśli formalnie dobrowolnej) mowa jest m. in. zachowaniach w okresie dojrzewania należących do "normy medycznej". Wśród tych, jak wynika z podręcznika dla nauczycieli wydanego przez jedną z uczelni, chwalonego przez minister Nowacką, zaliczane są zachowania autoerotyczne (czyli np. masturbacja). Zresztą zapis o masturbacji pojawiał się w tym kontekście w pierwotnym projekcie EZ na etapie wprowadzania przedmiotu do szkół.
Uczniowie w szkole podstawowej mieliby się nadto uczyć o wyrażaniu świadomej zgody na seks, o przygotowaniu się do inicjacji seksualnej oraz o orientacji psychoseksualnej i tożsamości płciowej. W ten sposób w umysłach dzieci normalizuje się i zrównuje związki homoseksualne z małżeństwem kobiety i mężczyzny, chronionym expressis verbis przez Konstytucję RP.
Dodatkowo wprowadzanie w klasie ósmej pojęcia tożsamości płciowej niesie ze sobą poważne ryzyko destabilizacji rozwoju psychoseksualnego dzieci. Przekaz, że płeć nie jest determinowana przez biologię (chromosomy, anatomię, gamety), lecz przez subiektywne przeświadczenie, może wywoływać u nastolatków niepewność co do własnej płciowości, a w konsekwencji – zjawisko wzrostu liczby dzieci deklarujących dysforię płciową oraz żądających używania wobec siebie zaimków i imienia niezgodnych z ich obiektywną płcią.
Podległy MEN Ośrodek Rozwoju Edukacji zdążył już przeprowadzić szkolenie dla nauczycieli, w którym prowadząca przekonuje o potrzebie respektowania takich żądań i to nawet bez konieczności pytania rodziców o zgodę (!).
W skrajnych przypadkach może skończyć się to tragicznie - decyzją o tranzycji prowadzącej do nieodwracalnych skutków zdrowotnych, w tym do trwałego okaleczenia własnego ciała.
Edukacja która w swojej nazwie ma przymiotnik "zdrowotna" staje się tym samym edukacją nie tylko antyrodzinną ale i antyzdrowotną.
Konsultacje rozporządzeń (dla szkół podstawowych i średnich) trwają 21 dni.