Ciąg dalszy historii przejmowania polskiego sektora paliwowego przez Ukraińców.
"UZ Cargo Poland, spółka zależna ukraińskiego państwowego monopolisty kolejowego Ukrzaliznycia, dostała unijną licencję przewoźnika wydaną przez UTK oraz certyfikat bezpieczeństwa Agencji Kolejowej UE i z takimi aktywami w rękach dąży do monopolizacji przejść granicznych PL/UA. Od początku wojny polscy importerzy zaopatrywali ten rynek ratując Ukraińców przed klęską braku paliw. Dzisiaj oni mówią Polakom wprost: chcecie wjeżdżać na nasz rynek to naszymi wagonami. Niby można oczywiście swoim transportem, tylko że jakoś tak się składa od tygodni, że bezproblemowo wjeżdża UZ Cargo, a reszta pokornie musi czekać. Oczywiście ukraiński rynek kolejowy pozostaje zamknięty dla polskich przewoźników. Grzmiał o tym swego czasu poseł Płażyński z PiS, ale nie przebił się. A to kolejny dowód, że polscy urzędnicy są albo naiwni albo… Sam Pan sobie dopowie. Dla mnie to przerażające.
I teraz w to wszystko wchodzi jeszcze pospiesznie przyjmowana przez rząd ustawa o podatku od nadmiarowych zysków wszystkich firm produkujących i handlujących paliwami w Polsce. Kilka miliardów kosztem tych, którzy toczą tę nierówną walkę z ukraińską ekspansją. Rząd nie dość, że im nie pomaga (bo nie przeszkadza Ukraińcom) to jeszcze zamierza dowalić im podatkiem za marże ponadprzeciętne. Podatek nie obejmie oczywiście ukraińskich graczy, bo oni operują na zerowych lub ujemnych marżach.
W tym czasie z zażenowaniem widzę, jak kolejne rządowe konta w mediach społecznościowych chwalą się rekordową kapitalizacją Orlenu. Orlen nic nie robi. Umościł się w fotelu monopolisty, bo przecież jemu ukraińska ekspansja nie zaszkodzi. Pławi się w miliardach zysku, to co za problem dać 4 czy 5 mld zł kroplówki bezpośrednio do budżetu państwa w formie dodatkowego podatku? Niewielka cena za to, że pan Fąfara i koledzy dostali właśnie nową kadencję w zarządzie. Oni zarobią miliony, ich patroni z rządu dostaną kasę na wydatki w roku wyborczym nie z ich kieszeni, a z przepastnej kasy Orlenu. A w tym czasie polskie firmy działające na tym rynku zostaną przyduszone przez rząd, na czym skorzystają Ukraińcy".
My tu gadu gadu, a Ukraińcy przejmują polską insfrastrukturę w sektorze paliwowym. Pewnie chcielibyście o tym wiedzieć.
Bardzo ciekawe, ale smutne informacje przekazała mi osoba z POPiHN (Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego).
Na początek:
"Ukraińska grupa UPG (formalnie podmiot prywatny, lecz działający w skoordynowanej, wspieranej przez państwo ukraińskie ofensywie handlowej) na przełomie 2023/24 przejęła spółkę Baltchem, zabezpieczając fizyczne aktywa terminalowe na terytorium Polski – to wejście „na ziemię”, dające bezpośrednią logistykę bez pośrednictwa polskich hurtowników.
Prywatny operator ukraiński OKKO (główny udziałowiec to Witalij Antonow, który w ostatnich miesiącach bardziej zasłynął na Ukrainie z budowy kontrowersyjnego ośrodka GORO Mountain Resort u podnóża masywu Wysoki Wierch w obwodzie lwowskim. Koszt inwestycji szacuje się na… 1,5 mld USD. Tak, tak – w samym środku wojny gość buduje taki ośrodek! Była awantura o wycinkę lasu, o kupowanie działek na słupy, ale Antonow nie dość, że z tego wszystkiego się wywinął to jeszcze w marcu rząd pozwolił mu na import sprzętu do budowy kurortu bez ceł i VAT – wartość urządzeń przekracza 46 mln euro. Antonow i jego ludzie regularnie uczestniczą w spotkaniach dotyczących ekspansji rynku paliw organizowanych przez rząd) podpisał umowę na bezpośredni (!) import z państwowym PERN SA w terminalu paliw płynnych w Dębogórzu, omijając polskich hurtowników. Przyjęcie pierwszego statku OKKO planowane jest na 20 czerwca, a PERN zwiększa dla nich przepustowość.
Ukrnafta (największy ukraiński producent ropy, kontrolowany przez państwowy Naftohaz i objęty administracją wojskową od 2022 r.) wykorzystuje fakt, że polscy importerzy jak Anwim mają z PERN podpisane sztywne kontrakty z klauzulą „take-or-pay” i w związku z tym przedstawia polskim firmom kontroefertę: przeładunek za zaledwie 3–5 USD za tonę, z zapowiadanym zejściem w przyszłym roku do 1 USD za tonę. To strukturalne podcinanie rentowności polskich hurtowników. Dumping dotowany przez rząd w Kijowie, bo cała ekspansja sektora paliwowego na Polskę i Rumunię jest centralnie planowana i nadzorowana – takie małe Chiny".