Pensje, konkurencyjność i zamożność zależą od złożoności:
"W rankingu złożoności gospodarczej (ECI, Harvard) siedzimy dopiero koło dwudziestego pierwszego miejsca. I przez ostatnią dekadę spadliśmy o osiem pozycji. Czechy? W '95 stały tuż za nami. Dziś są w pierwszej dziesiątce"
Polska ma najbardziej zdywersyfikowany eksport na świecie. Ten wykres krąży po sieci od weekendu i super, że krąży, bo to jeden z tych faktów, z których spokojnie można być dumnym.
Najciekawiej robi się dopiero poziom niżej, gdy spojrzeć, w czym konkretnie jesteśmy najlepsi. Eurostat, dane za 2024. I wychodzi z nich, że jesteśmy eksporterem numer jeden w całej Unii nie w jednej rzeczy. W trzydziestu siedmiu.
Najlepsze jest czytanie tej listy na głos. Fotele i krzesła, czyli pół Europy siedzi na czymś z Polski. Telewizory. Papierosy, gdzie wywozimy prawie trzy razy więcej niż drugie w kolejce Niemcy. Koks z czterokrotną przewagą. Świece. Żyletki. Wędzony łosoś, w kraju, który z łososiem ma tyle wspólnego co ja z windsurfingiem. Do tego pralki, materace, tramwaje, drony, palety. No i broń, gdzie jesteśmy sześć razy nad drugim miejscem w Unii.
Wygląda jak paragon kogoś, kto poszedł do sklepu bez listy. I właśnie ta przypadkowość jest tu całą siłą.
Bo zastanówcie się, czemu my tak gładko przechodzimy przez kryzysy. 2008, pół Europy się pali, a u nas zielona wyspa. Pandemia, którą przeszliśmy lżej niż sąsiedzi. To nie magia i nie genialna polityka. To zwykła arytmetyka. Jak jedna branża dostaje w łeb, pięć innych ciągnie dalej, bo nie postawiliśmy wszystkiego na jedną kartę. Nawet nudny wskaźnik to potwierdza: w handlu wewnątrzgałęziowym (Grubel-Lloyd) jesteśmy na 0,64, w lidze Niemiec i Czech. Handlujemy jak dojrzały przemysł, nie jak petropaństwo z jedną rurą.
Mógłbym na tym zakończyć, z flagą w tle i okrągłym "jesteśmy wielcy". Ale w tych samych danych jest druga liczba, równie ważna, i szkoda byłoby ją przemilczeć.
Szerokość to nie to samo co głębia. W rankingu złożoności gospodarczej (ECI, ten od Harvardu) siedzimy dopiero koło dwudziestego pierwszego miejsca. I przez ostatnią dekadę spadliśmy o osiem pozycji. Czechy? W 95 stały tuż za nami. Dziś są w pierwszej dziesiątce. Oni przez te lata pięli się po drabinie wartości, robili rzeczy coraz trudniejsze. My rozlaliśmy się na boki, w coraz większą liczbę coraz prostszych.
To jest ta niewygodna prawda pod ładnym wykresem. Sporo z tych 37 kategorii to montaż i komponenty w cudzych, głównie niemieckich łańcuchach. Składać umiemy świetnie. Wymyślać rzadziej.
Dlatego nie zatrzymywałbym się na samym "Polska numer jeden". Zdywersyfikowany integrator to nie meta, to przystanek. Mamy fundament, jakiego zazdrości pół regionu, i naprawdę warto to docenić. Ale pytanie na kolejną dekadę jest inne: czy dorzucimy kolejne 37 kategorii, czy wejdziemy wyżej w tych, które już mamy.
Bo prawdziwy skok nie wygląda jak dłuższy paragon. Wygląda jak jedna rzecz, którą robimy lepiej niż ktokolwiek na świecie.
Czas na specjalizację.