PRAWICA Z PORTFELEM SOCJALISTY I GĘBĄ NARODOWCA TO NIE PRAWICA, TYLKO POLITYCZNY PRZEBIERANIEC
Wczoraj mi się dostało, bo napisałem, co myślę o polskiej prawicy, więc tłumaczę, kurwa, jak krowie na rowie. Klasyczna prawica nie powstała po to, żeby wszystkim wyrównywać szanse, rozdawać pieniądze od bogatszych do biedniejszych i robić z państwa wielki automat z zapomogami. Od tego historycznie była lewica. Prawica broniła hierarchii, własności, kapitału, porządku, tradycji, silnego państwa i przekonania, że społeczeństwo nie jest jedną wielką kolejką po dodatek, tylko układem ludzi, którzy mają różne pozycje, różne majątki i różną odpowiedzialność. Prawica mówiła, że właściciel, przedsiębiorca, przemysłowiec, inwestor i człowiek z kapitałem jest filarem państwa, bo daje pracę, płaci podatki, buduje gospodarkę i utrzymuje narodową siłę. Lewica mówiła, że trzeba chronić robotnika, biednego, samotną matkę, emeryta i tych, których rynek przeżuł, wypluł i zostawił pod płotem. I teraz uwaga, bo to naprawdę nie jest fizyka kwantowa, choć patrząc na poziom dyskusji, niektórym trzeba by to chyba narysować kredą na stodole. Jeśli partia buduje władzę na socjalu, dodatkach, trzynastkach, czternastkach, dopłatach, zasiłkach i kupowaniu poparcia pieniędzmi z budżetu, to gospodarczo nie jest klasyczną prawicą. Może sobie chodzić z biskupem pod pachę, machać flagą, śpiewać hymn i opowiadać o narodzie, ale ekonomicznie siedzi po uszy w socjalnym błocie.
PiS jest tego najlepszym przykładem. Z gęby prawica, z portfela socjalizm wyborczy, z praktyki państwo karmiące elektorat kolejnymi przelewami jak gołębie na rynku spleśniałą bułką. Państwo miało być silne, a zrobiło się drogie. Naród miał być odpowiedzialny, a zrobiono z niego tłum czekający, co jeszcze skapnie z państwowego koryta. Trzynastki, czternastki, dodatki, dopłaty, obietnice, wyborcza kiełbasa rzucana przed głosowaniem jak karma dla bydła, bo elektorat ma nie myśleć, tylko żuć i beczeć z wdzięczności. Do tego ręka w rękę ze związkami zawodowymi, które z racji swojej natury i statutowych obowiązków są bliżej lewicowej ochrony pracownika niż prawicowej wolności gospodarczej. I nie, samo wąchanie się z Kościołem nie robi z tego prawicy. Jak założysz świni husarskie skrzydła, to ona nie poleci pod Wiedniem, tylko dalej będzie kwiczeć przy korycie. Korona Brauna to z kolei narodowo-religijny teatr z kadzidłem, dymem i wiecznym szukaniem wrogów, ale bez poważnej odpowiedzi na pytanie, jak utrzymać armię, służby, energetykę, szpitale, szkoły i bezpieczeństwo kraju przyfrontowego. Mentzen i jego okolice to zaś wolnorynkowa sekta excela, która myśli, że jak rozbierze system zdrowotny, edukację i państwo do gołej blachy, to biedny nagle zostanie przedsiębiorcą z LinkedIna. Nie zostanie. Bogaty dostanie wybór, czyli przeniesie majątek, zmieni bank na raj podatkowy albo ucieknie z kapitałem tam, gdzie państwo nie grzebie mu w kieszeni po łokieć. Średni dostanie emigrację, zaciskanie pasa albo powolne klepanie biedy pod szyldem patriotycznego obowiązku. A najbiedniejszy dostanie inflację, puste obietnice i brak kasy na bułki, bo na końcu każdej wielkiej politycznej fantazji zawsze płaci ten, który ma najmniej.
Więc powtórzę jeszcze raz, powoli. Prawica to nie jest partia, która rozdaje socjal i robi za opiekunkę biednych. Prawica to nie jest partia, która z ambony robi program gospodarczy. Prawica to nie jest partia, która rozwala państwo w imię świętej wolności bogatszych. Prawica to porządek, własność, hierarchia, kapitał, bezpieczeństwo, odpowiedzialność i silne państwo. Można się z tym zgadzać albo nie, ale tak wygląda punkt wyjścia. Dlatego dzisiaj w Polsce nie widzę sensownej prawicy. Widzę socjalistów w narodowych mundurkach, kaznodziejów przebranych za państwowców i wolnorynkowych magików, którzy chcą biednemu zabrać publiczny szpital, publiczną szkołę i stabilność, a potem powiedzieć mu, że właśnie dostał wolność. A jeśli ktoś dalej uważa, że wystarczy krzyknąć „Bóg, Honor, Ojczyzna”, zrobić sobie zdjęcie pod flagą i obwiesić się patriotycznymi hasłami, żeby być prawicą, to pierdoli głupoty większe niż stryjek po flaszce bimbru wygłaszający w oborze expose do krów, bo przynajmniej bydło ma tę przewagę, że nie udaje politologów. Te wszystkie polskie partyjki prawicowe mają często więcej wspólnego z narodowym socjalizmem niż z klasyczną prawicą, a od narodowego socjalu do faszyzującej polityki jest naprawdę krótka droga. Czym to się kończy, w Polsce nawet najgłupszy powinien wiedzieć doskonale. Albo dostajemy brunatny teatr z mordą pełną narodu, albo PRL bis z półkami pełnymi musztardy i octu, bo inny towar, kurwa, znowu będzie na kartki. Bez gospodarki, odpowiedzialności, państwa, armii, służb, przemysłu, sojuszy i rozumu nie ma prawicy. Jest tylko polityczna przebieranka dla naiwnych, którzy mylą patriotyzm z wrzaskiem, suwerenność z samotnością, a program gospodarczy z rozdawaniem albo rozbieraniem państwa do gołej blachy. Tyle w temacie i jeśli dalej ktoś ma mnie za lewaka to naprawdę czytanie ze zrozumieniem się kłania...