Gospodarki Niemiec, Szwajcarii czy Austrii są bardzo innowacyjne, mimo że rzadko słyszymy o ich technologicznych gigantach na miarę Doliny Krzemowej. Innowacje w tych krajach działają zupełnie inaczej niż w reszcie świata. Zdominowane są przez "Mittelstand", czyli innymi słowy nasze MŚP, które doprowadziły do powstania tam ukrytych czempionów. Pokazuje to inną niż anglosaska droga do skutecznego budowania przewagi konkurencyjnej opartej na technologii i mądrej kooperacji biznesu z nauką.
Koncepcja ta, zdefiniowana przez prof. Hermanna Simona, opisuje elitarną grupę firm, które funkcjonują z dala od blasku fleszy, ale w swoich wąskich dziedzinach są globalnymi hegemonami. Taka firma musi spełniać trzy kryteria:
- Jest w top 3 największych firm w swojej branży na świecie.
- Jej roczne obroty nie przekraczają 5 mld USD.
- Skupia się na wyspecjalizowanym B2B, pozostając niewidoczną dla przeciętnego konsumenta.
Firmy te zamiast szerokiego asortymentu, stawiają na wąską specjalizację o zasięgu globalnym. Są to przeważnie firmy rodzinne napędzane "cierpliwym kapitałem" - planują w perspektywie dekad, nie kwartałów. Charakteryzują je wysokie nakłady na R&D. Większość z nich ma prowincjonalne korzenie (Schwarzwald, małe miejscowości w Bawarii) i stawia na pionową integrację, gdzie własne know-how rzadko jest outsourcowane.
Przyciąganie talentów do takich firm wymaga zupełnie innej formuły akademickiej. Bardzo częste są tam studia dualne. Flagowym przykładem jest Duale Hochschule Baden-Württemberg (DHBW), która zrzesza 34 000 studentów współpracujących z 8000 przedsiębiorstwami. Właśnie Badenia-Wirtembergia charakteryzuje się największą liczbą ukrytych czempionów.
W tym modelu student nie rekrutuje się najpierw na uczelnię, a podpisuje umowę szkoleniową z firmą, od której przez trzy lata studiów licencjackich pobiera stałą pensję (800–1500 euro). Edukacja odbywa się w trzymiesięcznych interwałach - trzy miesiące nauki akademickiej na kampusie, po których następują trzy miesiące pracy projektowej w firmie.
Dzięki temu absolwent w dniu obrony dyplomu ma dwa lata doświadczenia w niszowej technologii danej firmy i jest w pełni produktywnym inżynierem R&D. Co więcej wczesne związanie studenta z firmą drastycznie zmniejsza rotację kadr. Młodzi inżynierowie chętniej zostają w mniejszych ośrodkach, chroniąc tym samym unikalne know-how firmy przed migracją do konkurencji w metropoliach.
Z perspektywy budowy skutecznego ekosystemu innowacji, model niemiecki udowadnia, że siła gospodarki nie musi opierać się wyłącznie na wielkich korporacjach z pierwszych stron gazet, a na zbudowaniu trwałego pomostu między nauką a biznesem. Niestety, w ostatnich latach system ten w przypadku Niemiec załamał się ze względu chociażby na wysokie koszty energii. W moim ostatnim pobycie tam odniosłem wrażenie, że Niemcy się jednak zaczynają budzić, co na pewno i nam się będzie opłacać.