Bardzo mnie dziwi to, jak bardzo polscy artyści dają sobą pomiatać i obrażać się.
Wiele mniej i bardziej poważnych osób, zarówno polityków, jak i publicystów, uznało, że artyści to absolutni kretyni, którzy nie potrafią o siebie zadbać. Świadectwem takiego traktowania artystów jest, rzecz jasna, plan wsparcia ich emerytur państwowymi dopłatami. Nieporadne biedaki, więc trzeba ich z litości ratować, gdy dopadnie ich starość.
Co za absolutna i niegodziwa bzdura! Znam wielu artystów scen wszelakich - od muzyków, przez aktorów po plastyków. I ostatnie, co mogę im zarzucić to nieporadność. Są inteligentni, zaradni, kreatywni. No, po prostu utalentowani.
Czy każdy z nich zarabia na swojej twórczości tyle, ile by chciał? Nie. Czy każdy może z niej się utrzymać? Nie. W tym drugim wariancie, artyści - przynajmniej ci, których znam - podejmują się innych, mniej artystycznych, ale bardziej stabilnych i przewidywalnych finansowo zajęć. A wierzcie mi w Polsce pracy jest sporo. Zwłaszcza dla ludzi utalentowanych... Czy im się podoba? Czasem tak, czasem nie. Ale nie płaczą nad sobą. Tworzą. I to rzeczy całkiem interesujące. Czasem na tyle interesujące, że dają im w końcu międzynarodową sławę.
Paul Gauguin przez lata pracował jako makler giełdowy w Paryżu i całkiem nieźle zarabiał. Malował początkowo amatorsko, w wolnym czasie. Henri Rousseau, ikona sztuki naiwnej, pracował jako urzędnik celny (poborca opłat) w Paryżu, stąd jego przydomek „Le Douanier" (celnik). Malował po godzinach, jako samouk. Charles Bukowski – przez około dekadę pracował jako sortowacz i listonosz w amerykańskiej poczcie (US Postal Service), pisząc wiersze i prozę po pracy. Przykład z Polski: Krzysiek Sokołowski, mój kolega i wokalista Nocnego Kochanka, pracował jako nauczyciel angielskiego.
Oczywiście, te przypadki są wyjątkowe. Większość artystów takiego sukcesu nie doświadczy. Ale sztuka to także rodzaj przedsiębiorczości, także obarczony ryzykiem. A podejmowanie się przedsiębiorczości jest wyborem, a nie przymusem.