Wielki mit "Backfire'a"
Wczorajsza awaria Tu-22M3 z 200. Brzeskiego Ciężkiego Pułku Lotnictwa Bombowego Gwardii (200. GwTBAP) z bazy Biełaja pod Irkuckiem zakończona całkowitą destrukcją samolotu i katapultowaniem załogi (przeżyła), daje nam okazję, by w ogóle zapytać, czego się Europa bała w latach Zimnej Wojny?
Najpierw powstał koszmarnie nieudany naddźwiękowy bombowiec Tu-22K, którego załogi szczerze nie cierpiały, ale mimo to zbudowano ich aż 311 sztuk, bowiem wierzono, że może nieść do Europy jądrową sprawiedliwość ludową, zmuszając zachodnie stolice do uległości wobec miłującego pokój Związku Radzieckiego. Ostatecznie oba typy, i starszego Tu-16, i jego następcę Tu-22K, wycofano z użycia niemal jednocześnie, w latach 1993-1994.
Na Zachodzie szum wokół Tu-22M, nazywanego w kodzie NATO "Backfire" był niesamowity. Wtórnie ten szum odbił się i u nas, pamiętam jak zaczynałem Dęblin we wrześniu 1981 r., to tak około 1982 r. pojawiły się wielkie zachwyty w propagandzie politycznej, jakie to wielkie możliwości ma samolot Tu-26 (jak go błędnie nazywano) i jak bardzo Zachód się go boi. A ja się serio zastanawiałem: a niby czego ma się bać? I dlaczego akurat samolotu? Rozumiem pocisk balistyczny - trudno go zniszczyć w locie, może łupnąć w dowolne miasto, ale samolot? Przecież każda rakieta przeciwlotnicza go zestrzeli. Albo myśliwiec. Po co właściwie go zbudowano?
Już 24 sierpnia 1965 r. podjęto uchwałę Ministerstwa Przemysłu Lotniczego (MAP) i Dowództwa Sił Powietrznych (WWS): "O utworzeniu systemu K-145 z samolotem nocicielem Tu-145 z silnikami NK-144" oraz pocisku skrzydlatego oczywiście. Uchwałę tę podjęto trzy lata po wprowadzeniu do służby nieudanego Tu-22K.
Nowy samolot miał dwa silniki w kadłubie, a nie w gondolach nad tyłem kadłuba, boczne chwyty powietrza, a nade wszystko skrzydła o zmiennej geometrii w zakresie od 20 do 65 stopni. W OKB Tupolewa był znany jako "projekt 106", do realizacji wybrano wariant "106B". 12 września 1967 r. wydano rozporządzenie o zmianie nazwy na Tu-22KM, ostatecznie stał się on po prostu Tu-22M. Ciąg silników NK-25 doprowadzono do poziomu 25 ton siły z dopalaniem, znacząco więcej od pierwowzoru, czyli silnika NK-144 z naddźwiękowego Tu-144 (cała rodzina podobnych silników to NK-144, NK-22 z Tu-22M1/2, NK-25 z Tu-22M3 i NK-32 z Tu-160). Tu-22K ma inne silniki RD-7M.
30 sierpnia 1969 r. odbył się pierwszy lot Tu-22M, za sterami siedziała załogą którą dowodził Wasilij Borysow. Prototyp, jak wszystkie kolejne, zbudowano w zakładzie KAPO w Kazaniu. Ponieważ po zakończeniu prób prototyp trafił do Kijowskiej Wyższej Lotniczej Uczelni Inżynierskiej w 1980 r., to po odrestaurowaniu dziś znajduje się w zbiorach Kijowskiego Państwowego Muzeum Lotnictwa Ukrainy, a więc można go zobaczyć (do Rosji bym nie pojechał).
Ponieważ Tu-22M0 zbudowano w liczbie 5, a Tu-22M1 w liczbie 9, to zasadniczą wersją produkcyjną był Tu-22M2, która otrzymała system nawigacyjno-celowniczy NK-45. Ciekawostką jest to, że Jego sercem był pierwszy w ZSRR pokładowy komputer cyfrowym BCWM-10 Orbita-10, który był 16-bitową wersją wcześniejszego 8-bitowego BCWM Oribita-1. Komputer Orbita-10 pojawił się w 1971 r. W 1974 r. powstała wersja ulepszona BCWM-20 Orbita-20, zaś na moim Su-22M4 zamontowano odmianę z 1978 r. - CWM-20-22 Orbita-20-22, również 16-bitowy (w strukturze: 15 bitów na mantysę oraz 1 bit na znak). Wszystkie były przełączane na zakres "Nawigacja" albo "Ataka", na pierwszej samolot bardzo precyzyjnie nawigował po trasie, a na drugim zakresy nawigacyjne były uproszczone, ale rozwiązywał precyzyjnie zadania celownicze. Miał między innymi zakres CCIP (Continuesly Computing Impact Point - ciągłe wyliczenie punktu upadku) pokazywanego przez środek siatki celowniczej w czasie bombardowania, tam gdzie patrzyła siatka, tam w danym momencie spadały bomby.
Ciekawostką jest, że w kompleksie NK-45 z Tu-22M2 były te same urządzenia, co na moim Su-22M4, za wyjątkiem o wiele dokładniejszego systemu nawigacji bezwładnościowej MIS-45 z platformą żyroskopową Rumb-1. Ale RSBN-10 (A-312), RSDN "Kremnij" (A-711), miernik dopplerowski DISS-7 były te same. Ponadto był ARK-15 taki jak na Su-22UM3K. Tu-22M2 miał dodatkowo przetwornik RSDN A-713, pozwalający wyświetlać pozycje bezpośrednio z systemu, podczas gdy A-711 zasilał jedynie komputer CWM-20-22 i to on obliczał pozycje.
Tu-22M2 powstał w liczbie 211 egzemplarzy. Wszystkie wycofano.
Na Tu-22M3 wprowadzono nowszy system nawigacyjny o nieco większej dokładności, ale co najważniejsze - radar PNA mógł realizować automatyczny lot zgodnie z rzeźbą terenu na wysokości 50-100 m. W takim wypadku jednak taktyczny promień działania samolotu był bardzo ograniczony, a pociski Ch-22 odpalone z 300 m miały zasięg zaledwie 400 km. Tu-22M3 by zaatakować cele w głębi Francji, musiałby więc przelecieć przez całe RFN.
Samolot nie miał eskorty myśliwskiej. Musiał polegać na pokładowym systemie zakłóceń aktywnych. Jego system samoobrony to kompleks Ł-229 „Ural”, w skład którego wchodził system ostrzegania przed opromieniowaniem radarowym SPO-15ŁM "Bierioza" (zmodyfikowana odmiana SPO-15 z Su-22M4), system ostrzegania przed odpalonymi rakietami "Mak", stacja zakłóceń aktywnych Ł-005 „Sierbriańka” (eksportowa nazwa "Sorbcja"), taka sama jak na Su-34 w pierwszych wersjach. Teoretycznie służyła ona do zakłócania Patriota, ale jej skuteczność wobec tego systemu okazała się być znikoma, bowiem Patriot ma bardzo rozbudowane funkcje przeciwzakłóceniowe już w odmianie AN/MPQ-53. W odmianie AN/MPQ-65 jaką mają Polacy z Patriot PAC-3, z półprzewodnikami na azotku galu (GaN) mają taką szybkość zmiany częstotliwości (FH), że system Ł-005 po prostu nie nadąża i Patriot nawet "nie wie", że jest zakłócany, bo zakłócenia nie działają! Za to wie pocisk mający zakres HOJ (Home-On-Jam), mogą się pasywnie naprowadzić na źródło zakłóceń.
Tu-22M3 zbudowano 268 egzemplarzy, w tym 46 w wersjach rozpoznawczej Tu-22MR i zakłócającej Tu-22MP. Czystych nosicieli rakiet (bombowców) powstało 222.
Obecnie zakłada się na Tu-22M3M nową stację zakłóceń aktywnych SPS-171 i SPS-172 "Ogoniok" (dwa urządzenia jednej rodziny) stanowiące część systemu "Chibiny" z samolotu Su-34. Ale Su-34 z "Chinami" też bywały zestrzeliwane przez Patrioty w Ukrainie, więc chyba coś nie pykło...
Samoloty Tu-22M3 nadal mają straszyć zachodnią Europę uderzeniami swoich atomowych rakiet. A jak się okazuje, to co najwyżej mogą nimi rozwalić Krasnystaw, Kałuszyn czy Zambrów, bo dalej swoimi rakietami nie sięgną znad własnego terytorium. Zamiast być postrachem Paryża i Londynu, słynny Backfire będzie postrachem Krasnystawu i Mławy. Jak trafi, bo to nieduże miasteczka, a z rakietami Ch-22 bywa różnie.
Fot. Runet
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę, a będzie więcej.
buycoffee.to/dafiszer