Próbowałam adoptować kota z fundacji i serio to jest masakra. Zdyskwalifikowano mnie na starcie, bo mieszkałam w domu i nie miałam zasiatkowanego całego ogrodu, mimo że nie wypuszczam kotów XD a potem płaczą, że nikt kota nie chce
Tyle gadania o cierpieniu i bezdomności zwierząt, tymczasem znajomi chcieli ostatnio wziąć kota z przytuliska i zaczęli szukać. Okazało się, że to trudniejsze niż kupno kota rasowego. Po pierwsze jakieś absurdalne wymagania typu siatki w oknach i na balkonach w jednopiętrowym domu z wielkim ogrodem, po drugie wymuszanie deklaracji, że kot nie będzie wychodził na zewnątrz (to absurd), po trzecie w co drugim ogłoszeniu konieczność wzięcia dwóch kotów na raz (powodzenia), po czwarte część schronisk robi wszystko, by nie można było zobaczyć zwierzęcia aż do sfinalizowania umowy adopcji (tylko zdjęcia), tłumacząc to spokojem podopiecznych. Przy okazji część tych "stowarzyszeń" to jakaś zupełna fikcja wyłudzająca kasę na "wirtualną adopcję", tych zwierząt być może w ogóle nie ma. Skończyło się na kupnie kota z hodowli.