Roku pozbawienia wolności i 💯 tysięcy złotych grzywny będę domagał się jutro w procesie karnym, który wytoczyłem Janowi Pińskiemu za zniesławienie i pomówienie.
Pierwsza rozprawa 12 maja (wtorek) 2026 r. o godz. 9.00 przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Żoliborza.
Dlaczego tak ostro?
Piński działa w warunkach recydywy, był wielokrotnie skazywany za pomówienia i naruszenia dóbr osobistych, ale łagodne kary (grzywny po 2 czy 4 tys. zł) tylko go rozzuchwalily i utwierdziły w przekonaniu, że jest bezkarny.
Firma Pinskiego - Instytut Zarządzania Informacją sp. z o.o - ma wielomilionowe obroty, zaś internetowy hejt stał się metodą na zarabianie ogromnych pieniędzy. Publikowanie fejków to sposób Pińskiego na dostatnie życie.
Najwyższy czas, aby ktoś powiedział: "Sprawdzam. Dość! Czas z tym skończyć!".
Piński udowodnił, że nawet na przegranych procesach potrafi zarobić astronomiczne pieniądze.
Nie jestem antysemitą, ale mój dziadek Antoni pochodzący z miasta trzech kultur, czyli Łodzi, o takich jegomościach mawiał: "Nie orze, nie sieje, a zbiera". Mój dziadek miał przed wojną dwóch przyjaciół: Niemca i Żyda. I doskonale poznał obydwie nacje. Zgadnijcie którą z nich mam na myśli.
Metoda Jana Pińskiego na żniwa bez orki i bez zasiewu? Proszę bardzo:
W pierwszej instancji Piński, znany również jako nieformalny rzecznik Romana Giertycha, przegrał proces, który wytoczył mu Jarosław Kaczyński. Prezes PiS domagał się 10 tys. zł na cele społeczne za zniesławienie. Tymczasem Piński zrobił z tego procesu świetnie prosperujący biznes: na internetowych zrzutkach zebrał od swoich fanów (wyznawców)... ponad 158 (słownie: sto pięćdziesiąt osiem) tysięcy złotych!!! I zbiera pieniądze 💸 💰 💸 nadal.
Nie mam adwokata.
Po prostu nie stać mnie na taki wydatek.
W procesie oskarżam Pińskiego sam. Myślę, że moje 36-letnie doświadczenie w mediach i na salach sądowych (żadnego procesu prawomocnie nie przegrałem) powinno wystarczyć.
Cały czas wierzę w to, być może naiwnie, że prawda obroni się sama, a kłamstwo ma krótkie nogi.
Hejterzy i fejkmejkerzy tacy jak Piński powinni zostać wyeliminowani z mediów. Dlaczego? A wolność słowa? Piński pomówił oficera Wojska Polskiego o to, że gwałcił afgańskie dzieci podczas misji. Kapitan Tomasz Badowski dopiero niedawno wygrał prawomocnie proces z Pińskim.
A teraz wyobraźcie sobie Państwo, co mogłoby się stać, gdyby te pomówienia Pińskiego zostały przetłumaczone i trafiły do arabskiego netu. Jaki los czekałby naszych żołnierzy na misjach w zapalnych rejonach świata, gdyby arabscy terroryści chcieli się zemścić za rzekomo gwałcone afgańskie dzieci?
Dlatego uważam, że działalności medialnych zwyrodnialców jak Jan Piński należy położyć kres.
Nigdy nie byłem płatnym agentem CBA - jak twierdzi Piński - ani nie działałem na czyjekolwiek zlecenie ujawniając szczegóły afery Polnordu. Rzekome dokumenty, które mają potwierdzać odbieranie przeze mnie gotówki z CBA, zostały przez Pińskiego spreparowane w przy użyciu
#AI.
Doświadczyłem po tym ogromnej fali internetowego hejtu. Określenia typu "cyngiel PiS" czy "szmata z CBA" pod moim adresem to te z katalogu najłagodniejszych.
Materiały dotyczące afery Polnordu zbierałem pół roku.
Nie byłem w stanie uwierzyć w to, co ustaliłem. Dokładnie sprawdzałem autentyczność zebranych dokumentów, a nie było to łatwe, gdyż Prokuratura Regionalna w Lublinie odmawiała udzielania jakichkolwiek informacji. W śledztwie zostałem przesłuchany jako świadek. Zeznaniami obciążeniem Ryszarda Krauzego i mec. Romana Giertycha.
Pomogli mi bardzo byli menedżerowie Polnordu, którzy bezinteresownie, sporo ryzykując, podzielili się swoją bezcenną wiedzą i dokumentami, które w przeciwnym wypadku nigdy nie ujrzałyby światła dziennego.
I za to chciałbym im jeszcze raz serdecznie podziękować.
Chciałbym podziękować też wszystkim sponsorom i obserwatorom kanału
#ReporterzyOnline. Bez Was moje dziennikarskie śledztwa byłyby niemożliwe.
P.S. Dziś mam urodziny. :-)
youtu.be/-y6nIPIAKL0?is=6ZMS…