Nie ma to jak wspominać z nostalgią starą, dobrą neo-KRS:
- której sędziowska część została wybrana - z naruszeniem Konstytucji i standarów międzynarodowych nie przez sędziów, za to spośród sędziów, którym było po drodze z określoną opcją polityczną (co wprost przyznał Min. Ziobro w wystąpieniu w Senacie w styczniu 2020),
- której działalność kosztowała polskich podatników 550 mln euro potrąconych z funduszów europejskich i 5 mln zł z tytułu odszkodowań wypłaconych przez ETPCz,
- która została wyrzucona z Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa z powodu jej upolitycznienia,
- której 10 spośród 15 sędziów-członków weszło do pierwszego składu neo-KRS dzięki podpisom poparcia sędziów delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości,
- której zastępca rzecznika wcześniej zasłynął antysemickim wystąpieniem w Internecie,
- która obniżyła wymogi w konkursach na stanowiska sędziowskie w SN przez co łatwiej było dostać się do SN niż do sądu najniższego rzędu,
- której przewodnicząca konsultowała z Ministrem Sprawiedliwości głosowanie na jednego z neo-sędziów SN,
- której jeden z członków został wybrany przez sejm pomimo braku wystarczającej ilości podpisów poparcia,
- której trzech członków miało według relacji medialnych wchodzić w skład grupy inspirującej kampanię hejtu przeciwko niezależnym sędziom,
- która często awansowała sędziów nie według klucza merytorycznego, ale według zasady mierny, bierny, ale wierny (władzy),
- która podjęła uchwałę potępiającą Prezesa SN Stanisława Zabłockiego za wykonywanie prawa europejskiego oraz uchwałę zakazującą sędziom noszenia koszulek z napisem „Konstytucja”,
- która nigdy nie zabrała głosu w obronie niezależności sędziowskiej w okresie, kiedy około 100 polskich sędziów miało prowadzone bezpodstawne postępowania dyscyplinarne, zaś kilku było bezterminowo zawieszonych przez nielegalną Izbę Dyscyplinarną SN.
To tylko niektóre z najwybitniejszych dokonań neo-KRS. Ta Rada z pełnym zaangażowaniem broniła takich „tradycyjnych” wartości, jak upolitycznienie sądów, uzależnienie KRS od Ministra Sprawiedliwości, czy pogarda dla Konstytucji i wiążącego Polskę prawa międzynarodowego. Ech, łza się w oku kręci …
Krajowa Rada Sądownictwa uznaje przynależność Polski do Unii Europejskiej – „wspólnoty prawa i wartości” – za „historyczne osiągnięcie”, na które „z poświęceniem pracowało wiele pokoleń naszego Narodu”. Od 2004 roku sądy polskie stały się rzekomo również sądami europejskimi, a sędziowie polscy – sędziami europejskimi. To ma być „ważna gwarancja ochrony praw obywateli”.
Brzmi to jak żywcem wyjęte z uchwał plenum KC PZPR – wystarczy tylko zastąpić „UE” „ZSRR” i „wspólnotę prawa i wartości” „bratnią pomocą narodów socjalistycznych”.
Tymczasem rolą sądów nie jest adorowanie władzy (żadnej – ani krajowej, ani unijnej), lecz jej kontrola i stanie na straży wolności oraz praw obywatelskich. Sądy mają ostatnie słowo, bo dysponują aparatem przymusu państwa. Bez rzeczywistego autorytetu społecznego pozostaje im jednak tylko formalna legitymizacja władzy.
Ostatnie przypadki tego nie budują – wręcz przeciwnie. Aresztowanie dziennikarza L. Kraskowskiego pod zarzutem wysłania e-maila i posiadania broni gazowej/hukowej, masowe uchylanie wyroków (w tym skazujących za zabójstwa, gwałty i pedofilię) tylko dlatego, że „sędzia się nie podobał” – to nie są incydenty. To symptomy głębokiego kryzysu.
Takie sądy nie służą obywatelom. One co najwyżej legitymizują władzę.
Sądownictwo nie może być też biznesem kancelarii prawniczych ani prywatnym folwarkiem korporacji sędziowskiej.
Jak można oczekiwać rzeczywistego zrozumienia problemów wymiaru sprawiedliwości od członków KRS, z których część brała aktywny udział w jego destrukcji albo jawnie takie działania wspierała?