Piszę to tutaj, bo mam już dość tłumaczenia każdemu z osobna, że PiS i PO od lat grają w tę samą grę, tylko w różnych koszulkach.
Pamiętacie, jak wyglądały protesty przeciwko ACTA?
Ludzie wyszli na ulice, bo czuli, że władza przekracza granę. I wtedy Platforma się cofnęła — nie dlatego, że nagle pokochała wolność obywateli, tylko dlatego, że przestraszyła się reakcji społeczeństwa.
Pamiętacie oburzenie wokół ustawy 1066?
To był moment, w którym wielu ludzi zrozumiało, że rządzący potrafią przepchnąć rzeczy, które budzą ogromne wątpliwości. I wtedy PO wiedziała, że nie może sobie pozwolić na więcej — bo straciłaby resztki poparcia.
Więc co zrobiono?
Proste: ktoś inny miał dokończyć robotę.
Ktoś, kto mógł udawać „zbawcę narodu”, a jednocześnie realizować to, czego poprzednicy nie mogli już zrobić bez politycznego samobójstwa.
I tak PiS dostał prezent — podwyższenie wieku emerytalnego przez PO.
To był idealny paliwo dla kampanii. PiS wszedł na białym koniu, obiecał cofnięcie reformy i wygrał wybory bez większego wysiłku.
A potem zaczęło się budowanie „zaufania”:
- 500
- 13. emerytura
- obniżenie wieku emerytalnego
To nie były gesty miłości do obywateli. To była inwestycja w lojalność, która miała otworzyć drogę do wprowadzania kolejnych kontrowersyjnych rozwiązań.
I faktycznie — po zdobyciu poparcia zaczęły wchodzić kolejne ustawy i regulacje, które ograniczały swobody obywatelskie.
Zawsze pod jakimś pretekstem: bezpieczeństwa, walki z terroryzmem, ochrony rynku, „dobra wspólnego”.
A ludzie milczeli, bo bali się, że jak PiS straci władzę, to wróci Tusk i znowu podniesie wiek emerytalny.
Dziś Polska jest w miejscu, w którym granica między demokracją a systemem kontrolującym obywateli zaczyna się rozmywać.
I co najgorsze — dzieje się to za przyzwoleniem wyborców, którzy wierzą, że bronią „swojej strony”, podczas gdy obie strony od lat grają według tych samych zasad.
Bo prawdziwa gra toczy się gdzie indziej.
Partie, które wyrosły z układów Okrągłego Stołu i Magdalenki, od dekad funkcjonują w tym samym systemie.
Zmieniają się twarze, slogany, narracje — ale mechanizm pozostaje ten sam.
Jeśli chcemy realnej zmiany, to nie możemy ciągle wybierać między tymi samymi ludźmi, którzy od 30 lat krążą wokół władzy.
Potrzebni są nowi ludzie, których życiorysy nie są obciążone PRL-em, układami, dawnymi zależnościami i politycznymi długami.
PS.
To wszystko — 500 , trzynastki, obniżenie wieku emerytalnego — nie było przypadkiem.
To była strategia budowania posłusznego elektoratu, który będzie bronił swoich „dobroczyńców” nawet wtedy, gdy ci będą ograniczać jego wolności.
Obudźcie się.
Przestańcie wierzyć w bajkę o „złym Tusku” i „dobrym Kaczyńskim” albo odwrotnie.
To tylko narzędzia większej gry, a prawdziwe decyzje zapadają poza zasięgiem kamer i partyjnych konferencji.