Dlaczego czasem trzeba „uśmiercić” rezonans magnetyczny?
Wiecie co to jest quench i dlaczego jest jednym z najbardziej spektakularnych zdarzeń związanych z rezonansem magnetycznym?
Sercem rezonansu MRI jest potężny nadprzewodzący magnes. Aby działał, jego cewki muszą być schłodzone ciekłym helem do temperatury bliskiej zeru absolutnemu, czyli około -269°C. W takich warunkach prąd może płynąć bez oporu, wytwarzając niezwykle silne pole magnetyczne.
Quench następuje wtedy, gdy część magnesu nagle traci nadprzewodnictwo i zaczyna się ogrzewać.
Powstałe ciepło błyskawicznie rozprzestrzenia się na kolejne fragmenty cewek, wywołując reakcję łańcuchową. W ciągu kilku sekund pole magnetyczne zanika, a ogromne ilości ciekłego helu gwałtownie zamieniają się w gaz.
Towarzyszy temu charakterystyczny huk oraz pojawienie się gęstej, zimnej mgły. Dlatego pracownie rezonansu wyposażone są w specjalne rury odprowadzające hel na zewnątrz budynku oraz procedury bezpieczeństwa chroniące personel i pacjentów.
Czasami quench jest uruchamiany celowo.
Przykładowo, gdy do pomieszczenia rezonansu zostanie wciągnięta ciężka metalowa butla z tlenem i utknie przy magnesie, może stanowić bezpośrednie zagrożenie dla ludzi. W takiej sytuacji jedynym sposobem na szybkie wyłączenie pola magnetycznego może być właśnie awaryjny quench.
To jednak bardzo kosztowna operacja. W nowoczesnym rezonansie znajduje się nawet około 550 litrów ciekłego helu, a jego utrata oznacza wielotygodniowy przestój i koszt napraw liczony często w setkach tysięcy złotych.
Dlatego quench traktowany jest jako ostateczność – ratowanie ludzi jest ważniejsze niż sprzęt wart kilka milionów.
Tutaj macie kontrolowany quench