W Sejmie dziś rozpoczynają się prace nad "lex szarlatan". Prace, które mają potrwać bardzo krótko, bo całość ma zostać uchwalona w ciągu tego posiedzenia. To zła wiadomość, bo ustawa w tym kształcie nigdy nie powinna wejść w życie. Poczytajcie dlaczego:
Projekt przygotowany przez
@MZ_GOV_PL we współpracy z
@RzeczPacjenta to klasyczny przykład wylania dziecka z kąpielą. Jest oczywiste, że wokół nas działają wszelkiej maści oszuści, tacy jak Oskar Dorosz czy Jerzy Zięba, którzy żerując na ludzkiej krzywdzie doprowadzają zdesperowanych pacjentów i ich rodziny do postępowania wbrew własnemu interesowi. Mają jeden cel - zamienić rozpacz chorych na własny zysk. A ponieważ funkcjonują dziś w szarej strefie pomimo wysiłków Rzecznika Praw Pacjenta i samorządów zawodowych medyków są w dużej mierze bezkarni, a prokuratura umarza kolejne postępowania w sprawie ich oszustw.
Niestety odpowiedzią na ten brak skuteczności jest przyznanie Rzecznikowi bardzo daleko idących uprawnień pozwalających na uznanie za "praktykę pseudomedyczną" bardzo szerokiej gamy działań. Istnieją uzasadnione obawy, że wyłącznie od zdrowego rozsądku Rzecznika (obecnemu go nie brakuje) zależeć będzie, czy szykowane właśnie armaty zostaną wycelowane w faktycznych szarlatanów, czy posłużą do wycinania z rynku zielarzy, akupunkturzystów lub masażystów. Wystarczy bowiem o parę słów za dużo w reklamie aby zgodnie z przygotowanym prawem każdą z tych usług uznać właśnie za pseudomedycynę.
Bardzo szeroki katalog budzi także obawy o to, że nowe przepisy wprowadzą swego rodzaju "zdrowotną cenzurę". Warto tu przypomnieć tezy stawiane przez ekspertów podczas niedawnej pandemii aby wiedzieć, że to, co było przez nich przedstawiane jako "oczywista oczywistość" okazało się później nieprawdą. Nie wątpię w dobre intencje tych osób, ale niestety w perspektywie ich działania przyniosły więcej szkód niż pożytku.
Co zatem zrobić, aby ochronić Polaków przed żerującymi na strachu oszustami?
Zamiast restrykcyjnych przepisów dających objęty natychmiastową wykonalnością zakaz i pozwalających na kneblowanie tych, którzy myślą inaczej proponuję wyposażenie Rzecznika Praw Pacjenta w mocną broń, która z jednej strony nie pozostawia wątpliwości na temat tego, co o danej działalności sądzi państwo, ale z drugiej nie daje tak szerokich, wręcz policyjnych, uprawnień.
RPP powinien móc wydać wobec każdego, kogo uznaje za realizującego "praktykę pseudomedyczną" nakaz informowania w widoczny sposób (strona www, lokal, materiały reklamowe) o wydaniu takiej decyzji. Możliwość ukarania dotyczyłaby jedynie sytuacji, w której ktoś nie zamieszcza wymaganej informacji. Ma to dodatkową zaletę, którą jest uproszczenie ewentualnego postępowania sądowego w tej sprawie - dużo łatwiej rozstrzygnąć, czy ktoś zamieścił wymagane ostrzeżenie, niż rozsądzić wymagającą wiedzy medycznej sprawę. Oczywiście w tym pomyśle każdy, kto nie zgadzałby się z uznaniem przez RPP za winnego "praktyk pseudomedycznych" miałby możliwość odwołania się do sądu i udowodnienia, że w istocie takowej się nie dopuścił.
Jolanta Sobierańska-Grenda nie słynie z konsultowania swoich decyzji. Mam nadzieję, że tym razem pojawi się refleksja wśród posłów i nie będzie zgody na przepchnięcie tej ustawy w obecnej formie. Chociaż jestem pewny, że jej autorom zależy przede wszystkim na zdrowiu Polaków, mam mocne przekonanie że na dłuższą metę takie rozwiązanie nie przysłuży się sprawie.