UMIERANIE ZA ŻYCIA
Oddział Obwodu Szczuczyn-Lida ppor. Anatola Radziwonika „Olecha” (siedzi z przodu). Obwód AK nr 49/67 Szczuczyn-Lida był jednym z największych i najdłużej walczących zgrupowań partyzanckich na Kresach. W szczytowym momencie liczył 800-900 partyzantów i ok. 2 000 współpracowników. Utrzymał się do 1953 roku. To tak, gdyby ktoś uważał, że NKWD „szybko rozprawiło się” z Wyklętymi na Kresach, jak twierdzi jeden taki od historii.
Zaznaczony człowiek Zygmunt Olechnowicz „Zygma”, żołnierz IV. batalionu 77. pułku Piechoty AK. Po wojnie adiutant „Olecha”. W 1949 roku miał 23 lata. Wywodził się z niezbyt zamożnej, ale bardzo patriotycznej rodziny (czyli typowej dla Nowogródczyzny) z Lidy. Był on jednym z trójki ciężko rannych partyzantów, pojmanych żywcem 12 maja 1949 r., w dniu obławy na „Olecha”, w której on sam poległ. Po wyleczeniu w szpitalu i ciężkim śledztwie pełnym tortur sowieckiej bezpieki, „Zygma” został skazany na 25 lat łagru.
Skierowano go do pierwszego „kręgu piekielnego” - do łagru Dżezkazgan w Kazachstanie, gdzie spędził 8 lat. W 1957 r. miał zostać odesłany do Polski, by tam odsiadywać resztę wyroku. Jednak w Moskwie oddzielono go od reszty więźniów i odesłano do łagru. Znalazł się wśród 30 najbardziej „niebezpiecznych” więźniów, których Sowieci nie chcieli zwolnić. To był drugi „krąg piekielny”.
Wyrok odsiedział w całości. Nie skrócono mu go. Wyszedł w 1974 roku (!). 30 lat po wojnie. Ciekawe, ilu hitlerowskich zbrodniarzy, skazanych za swe bestialskie czyny z czasów wojny, siedziało wówczas w więzieniach...
Wydawałoby się, że chociaż wróci do domu i dożyje końca Sowietów w spokoju, ale nie tak miały potoczyć się jego losy. Jego domu już nie było. Gdy przybył do Lidy, nawiązał kontakt z niektórymi, żyjącymi jeszcze znajomymi, podobno spotkał się też z byłą dziewczyną, ale większość czasu spędzał na dworcach. W ZSRR za włóczęgostwo karano. Nie miał żadnych pieniędzy, ani miejsca gdzie mógł zamieszkać, nie miał też pracy, nie dostał meldunku. Z dworca zgarnęła go milicja, która przekazała go KGB. Następne dwa lata „Zygma” spędził w kolejnym „kręgu piekielnym” - sowieckiej psychuszce, niewiele lepszej od więzienia. Na kilka tygodni trafił do aresztu KGB. Potem odesłano go do kolejnego, ostatniego „kręgu piekielnego” - szpitala psychiatrycznego w Karagandzie w Kazachstanie...
W zamkniętym zakładzie psychiatrycznym na krańcu świata, zapomniany przez wszystkich, niemożebnie upokorzony, zmaltretowany człowiek, którego jedyną „winą” była walka o wolność swojego kraju, dożył końca swoich dni. Zmarł gdzieś w latach 90., gdy w „wolnej Polsce” rządziła już Hanna Suchocka. Nikt nie wie kiedy. Nie doczekał się „chrześcijańskiego przebaczenia”, ani „grubej kreski”, jakimi w III RP obdarowano katów. Nikt się o niego nie upomniał. Nikt nie wie, czy i gdzie jest pochowany.
Nikogo jego osoba nie obeszła.
„Sprawiedliwość”.
Kolejny z „bandytów przeklętych”, którzy tylko knuli przeciwko biednym chłopom i dobrym komunistom.