Nie rozumiem , dlaczego mamy się obawiać tego, że brak Zełeńskiego doprowadzi do nie odbycia się konferencji na rzecz odbudowy Ukrainy... To Ukraina powinna się martwić, że takiej konferencji nie będzie. Zełeński nie zostanie przyjęty ciepło w Polsce, bo po porównaniu Polski do putinowskiej Rosji w Brukseli, sporze o zboże, wstrzymywaniu przez całe lata ekshumacji ofiar wołyński (na szczęście teraz trwają), a także ostatnim wyskoku z bohaterami z UPA po prostu nie jest tutaj lubiany. Na własne życzenie. Nawet, jeśli cofnie ostatnią kontrowersyjną decyzję, to mleko się rozlało. W jego dyplomacji brakuje inicjatywy w kwestii okazania dobrej woli i intencji.
W zachodniej dyplomacji, ale i kulturze społecznej, gdy ktoś otrzymuje pomoc, przy najbliższej nadarzającej się okazji, próbuje się zrewanżować. Nawet symbolicznie. Zełeński nigdy - nie tylko w relacji z Polską, ale i z każdym innym państwem - nie starał się wykonywać tego rodzaju gestów. Przeciwnie, mówił puste - nie poparte żadnym, nawet symbolicznym działaniem - "dziękuję", a w następnym zdaniu mówił "daj więcej, nie dasz, jesteś zły". Tak
m.in. potraktował w Londynie choćby Starmera.
Więc tu nie chodzi to, że Zełeński - po 4 latach marudzenia Polaków - wreszcie zgodził się łaskawie na ekshumacje... Chodzi o to, że sam nie podjął tego minimalnego starania, by cokolwiek zrobić w geście dobrych relacji z Polską. Kompletny brak inicjatywy czy szacunku - elementarnej kultury - a dodatkowo czysto instrumentalna, cyniczna i wręcz skandaliczna polityka (vide porównanie Polski do Putina).
Zełeński kompletnie nie potrafi działać na gruncie dyplomacji. Zachowuje się jak dzikus, któremu wszystko się należy, a jak ktoś nie daje, to musi zostać przez stronę ukraińską w jakiś sposób ukarany (nie pojadę na konferencję do Gdańska, chyba, że mnie ładnie poprosicie i przeprosicie).
Ten facet to chodząca, dyplomatyczna porażka - nie odbierając mu zasługi w postaci pozostania w kraju, gdy ten tego potrzebował. Takie są fakty. Z Zełeńskim na czele w Kijowie, nie będzie dobrych relacji polsko-ukraińskich, bo on zepsuje nawet najlepsze okoliczności na pogodzenie się. Przecież trzeba było być arcy-zdolnym, by przemienić olbrzymią sympatię Polaków do Ukrainy i Ukraińców w 2022 roku w taką niechęć, że Zełeński boi się przyjeżdżać do Polski w obawie przed protestami.... To jest tylko dowód klęski Zełeńskiego. Z perspektywy interesów Ukrainy było robić wszelkie - zerokosztowe przecież - gesty względem Polaków. Podtrzymywać polskie poczucie solidarności z Ukrainą, karmić je i też sprytnie podtrzymując płynący strumień pomocy. Grać na tych wysokich, szczytnych i schlebiających Polakom emocjach. Trzeba być naprawdę słoniem w składzie porcelany, by potrafić potrzymać już powstałego entuzjazmu w Polsce. Jak to się mówi, nie nasz problem :) Dzięki Zełeńskiemu, Polacy nie mają żadnych złudzeń i oczekują od polityków mądrej, asertywnej i bardziej interesownej polityki względem Kijowa. I dobrze.
Od dłuższego czasu uważam, że Zełeński robi w dyplomacji bardzo złą robotę dla Ukrainy i walczących Ukraińców. W kwestiach korupcyjnych także. Potrzeba nam zgody i przyjaźni z narodem ukraińskim, ale także twardej ręki względem władz z Kijowa.
Współczesne wydarzenia nadają też innego kontekstu historii. Zawsze miałem taki pogląd, że w XVII wieku popełniono błąd względem Kozaków zaporoskich. Ale coraz częściej sobie myślę, że to może nie był błąd, tylko po prostu nie dało się z ich przywództwem normalnie dogadać.