Św. Tomasz o stosunku do emigrantów i przyjmowaniu ich do narodu i czynieniu obywatelami. Szkoda, że papież i biskupi zatracili zdolność do racjonalnego myślenia w tej kwestii i kierują się fałszywym miłosierdziem, które nie uwzględnia dobra przede wszystkim mieszkańców danego narodu. Prawo do obrony to naturalne, przyrodzone prawo każdego człowieka.
[..] gdy jacyś cudzoziemcy chcieli, żeby ich przyjąć do narodu i do religii. Co do tego jednak trzymano się jakiegoś porządku. Nie od razu bowiem przyjmowano ich jako obywateli. Podobnie i u niektórych pogańskich narodów, jak mówi Filozof, było takie prawo, że za obywateli uważano tylko tych, którzy urodzili się z dziadka lub nawet pradziadka będących obywatelami.
Powód tego był następujący: gdyby od razu przyjęto jako obywateli obcych przybyszów i dopuszczono do obrad nad sprawami narodu, mogłyby z tego powstać wielkie niebezpieczeństwa.
Obcy bowiem, nie mając jeszcze silnego przywiązania do dobra publicznego [kraju, który ich przyjął], mogliby pokusić się o działanie przeciw narodowi.
Toteż stare prawo tak postanowiło: przybysze z niektórych narodów mogą być przyjęci do grona narodu w trzecim pokoleniu; chodziło o narody, mające jakieś powinowactwo z narodem żydowskim, mianowicie o Egipcjan, w których kraju urodzili się i wychowali, i o Idumejczyków, synów Ezawa, brata Jakuba.
Niektórych wcale nie dopuszczano do grona narodu; chodziło o Ammonitów i Moabitów, ponieważ ich stosunek do Żydów był wrogi.
Natomiast Amalekitów uznano za odwiecznych wrogów. Nie łączyły ich z narodem żydowskim żadne więzy powinowactwa; do tego byli oni szczególnie wrogo usposobionymi przeciwnikami. Toteż Księga Wyjścia powiada: „Wojna Pana z Amalekitą trwać będzie z pokolenia w pokolenie”.
Św. Tomasz z Akwinu (13 t. „Sumy teologicznej”, zagadnienie 105, artykuł 3