Matko, ależ rozczarowanie Jackiem Dukajem.
Pisarz wypowiada się na temat katastrof ekologicznych tak, jakby wiedzę czerpał z memów.
I naprawdę: piszę to z ogromną, ogromną przykrością, bo książki pana Dukaja były ze mną od dawna i kształtowały moje widzenie świata i upodobania do literatury. No, ale w tej robocie nie ma świętych krów, więc jedziemy:
Po pierwsze: pan Dukaj mówi o dziurze ozonowej, która miała nas zniszczyć. No, miała - takie były wskazania naukowców w latach 70. i 80. Tylko, że w 1987 r. praktycznie wszystkie państwa świata podpisały porozumienie, które znamy jako protokół montrealski. Ograniczyło ono drastycznie użycie szkodliwych freonów, które powodowały ubożenie warstwy ozonowej. Ta zaczęła się odradzać - i gdzieś w połowie XXI wieku ma się zregenerować.
Po drugie, pan Dukaj mówi o „globalnym ochłodzeniu”, które miał być kolejną katastrofą. Faktycznie, w latach 60. i 70. w obiegu naukowym pojawiały się prace prognozujące spadek średnich światowych temperatur w nadchodzących dekadach. Ale było ich znacznie mniej niż prac, które mówiły o ociepleniu klimatu (tylko, że przykuwały uwagę mediów - głównie dlatego, że odbiegały od trendu). Co więcej: już te 60-50 lat temu w pracach „ochłodzeniowych” znajdywano poważne błędy merytoryczne dotyczące przeszacowywania wpływu antropogenicznych związków siarki. Siarka w atmosferze działa chłodząco na klimat, ale jej wpływ został zmarginalizowany przez czynniki ociepleniowe, a same emisje siarki zostały zmniejszone rygorystycznymi przepisami środowiskowymi (bo siarka - poza ochładzaniem - powodowała też kwaśne deszcze, dziwi, że pan Dukaj nie wspomniał również o nich).
Po trzecie, pan Dukaj tłumaczy, że on nie podważa założeń dotyczących obecnej zmiany klimatu, tylko uważa, iż mamy czas, a przede wszystkim: mamy technologie, których możliwości nie doceniamy. Mam wrażenie, że to jakieś nawiązanie do aktywistów, którzy często używają dat granicznych dot. zmiany klimatu, osadzając je w realiach katastrofy. Ale naukowcy - a to na ich zdaniu powinniśmy się opierać - nie podchodzą do tego w ten sposób, tylko tłumaczą, że naszą aktywnością uruchamiamy procesy fizyczne, które nie są liniowe i które mogą mieć różne warianty spośród których duża część będzie dla ludzi negatywna. Klimatolodzy wprost dają do zrozumienia, że póki co nie mamy powodów do optymizmu, nawet biorąc pod uwagę tempo wdrażania technologii bezemisyjnych. Potrzebujemy ogromnego wysiłku w najbliższych dekadach, by okiełznać zmianę klimatu - a tymczasem obserwujemy na świecie sporo działań torpedujących te starania. Zeszliśmy z trajektorii najdramatyczniejszej zmiany klimatu przewidywanej przez naukowców (scenariusz RCP 8.5 z raportów IPCC), ale równolegle praktycznie żegnamy się z celem ograniczenia wzrostu średnich globalnych temperatur do 1,5 st. C w stosunku do ery przedprzemysłowej. A te dodatkowe stopnie to po prostu hazard życiem ludzi oraz przyrody.
Więc nie, niestety na razie nie stać nas na optymizm Jacka Dukaja. Bardzo chciałbym, żeby było inaczej. Ale moje chcenie nie ma tu nic do rzeczy.
PS
Jacek Dukaj jest często porównywany do Stanisława Lema. Tymczasem Lem w roku 1970 doskonale wyjaśniał kwestię zmiany klimatu, tłumacząc zarówno czynniki chłodzące, jak i ogrzewające ziemską atmosferę. Polecam obejrzeć ten wywiad, jest dostępny w sieci.
PS2
Naprawdę, nie znajduję żadnej przyjemności w wytykaniu ludziom takich rzeczy i najchętniej bym tego nie robił. Natomiast wtedy mógłbym pożegnać się z zawodem dziennikarza, bo w moim mniemaniu dziennikarze właśnie po to są: żeby patrzeć na ręce i słowa, wszystkim. Nie robię tego, żeby pokazać jaki to jestem mądry, tylko żeby dostarczyć Czytelnikom najlepszą i najbardziej rzetelną wiedzę na temat otaczającego ich świata, jaką jestem w stanie zdobyć. A jeżeli ktoś ten obraz świata wykrzywia - to moim obowiązkiem jest zwrócić na to uwagę. Możecie mnie za to krytykować, ale dla mnie na tym polega ten zawód, nie na byciu podstawką pod mikrofon.