Prezydent odmawiając nominacji sędziom narusza art. 10 Konstytucji (podział i równowaga władz) i art. 173 (niezależność sądów).
Nie dlatego, że odmawia, ale z jakiego powodu odmawia.
Gdyby prezydent odmówił z powodu moralnego (np. tego, że sędzia ukradł kiełbasę), albo faktycznego (ma informację o współpracy sędziego ze służbami innego państwa) mógłby to zrobić.
Ale on to robi, bo chce zmusić sędziów do przyjęcia swojej wizji prawnej. Sędziowie kwestionują status neosędziów w ramach swojej działalności orzeczniczej (uchylają wyroki neosędziów, odmawiają zasiadania w składach z nimi, zadają pytania prejudycjalne). A więc prezydent chce przez odmowę nominacji zmusić ich do przyjęcia jego interpretacji prawnej sprawy neosędziów. Mówi: „tylko wtedy, gdy będziecie się ze mną prawnie zgadzać””, będziecie mogli sądzić”.
To jest bezprawny wpływ władzy wykonawczej na sądowniczą - ma ona tak stosować prawo, jak chce tego polityk, bo inaczej nie będzie tego robić w ogóle. To jest w świetle naszej konstytucji niedopuszczalne. Prezydent może tak korzystać ze swojej prerogatywy odmowy, żeby nie wpływać na sposób wymierzania sprawiedliwości, który - zgodnie z art. 175 Konstytucji - sprawują sądy, nie prezydent Karol Nawrocki.