Podpowiem Wam fajny patent na to, jak pozbyć się dewelopera ze wspólnoty. Kiedy kupowałem mieszkanie, pozostali właściciele mieli łącznie ponad 50% udziałów.
Podjęliśmy dwie kluczowe uchwały:
1. Zmiana zarządu na właścicielski (niestety sam wylądowałem w jego składzie).
2. Ustalenie wysokiej stawki na fundusz remontowy.
Jedynym głosem sprzeciwu w naszej wspólnocie było 45% udziałów dewelopera. Argumentował, że przecież budynek jest na gwarancji i nic nie ma prawa się psuć 🤡
Obecnie obniżyliśmy już sobie opłaty, ale deweloper po tamtej podwyżce zyskał ogromną motywację, żeby szybko sprzedać pozostałe lokale. O dziwo, inni mieszkańcy nie protestowali przeciwko chwilowej podwyżce, bo rozumieli, że jeśli mieszkania będą stały puste, koszty ogrzewania części wspólnych będą bardzo wysokie.
Tak czy inaczej, jestem u tego dewelopera na „czarnej liście”. Z funduszu remontowego zlecaliśmy profesjonalne audyty nieruchomości, które owocowały długą listą nieprawidłowości. Dzięki temu skutecznie egzekwowaliśmy naprawy z gwarancji i rękojmi: od poprawy kostki brukowej, przez nowe nasadzenia, aż po montaż rynien (o których „zapomniano”) i wiele innych poprawek z najdroższych chyba było kucie klatek, bo zapomniało się podłączyć system ppoż xD
Praca w zarządzie ma swoje plusy. Choć dostaję symboliczne wynagrodzenie, to w ramach czynu społecznego zaoszczędziłem wspólnocie pewnie z milion złotych, wymuszając na deweloperze naprawy. Przy okazji bardzo dobrze nauczyłem się pisać pisma przedsądowe.
A i polecam jako pierwszą decyzję zarządu rozwiązać umowę z zarządcą którego wyznaczył deweloper. :-)