Panie Romanie, do spotkania doszło w Monako. Wszedłem do ekskluzywnej restauracji na zaproszenie Przemysława Krala, siedział przy stoliku z młodą kobietą. Na stole szampan Don Perignon z rocznika 1996 i przystawki. W powietrzu unosił się cygarowy dym.
- Krzysztof - przedstawiłem się.
- Priviet Krzysztof - odpowiedziała. - Mam na imię Wiktoria.
- Wiktoria bardzo nam pomaga - wtrącił się Kral. - Mówi, że zna bardzo ważnych ludzi z Polski.
- Kogo? - zaciekawiłem się.
- Nie wiesz?
- Nie.
- Nazywam się Wiktoria Olegowna Kriażewa. Teraz już wiesz?
- Jesteś tą od… Romana Giertycha? Tą od przelewu na prawie milion złotych?
Najpierw zakrztusiła się szampanem, a gdy wreszcie złapała oddech, cały lokal zatrząsł się od jej śmiechu. Rechotała tak głośno, że zwracała uwagę wszystkich gości. Gdzieś spod stolika przy oknie spoglądał na nas korpulentny mężczyzna. Posturą kogoś mi przypominał.
- Gier… Gier… - próbowała przestać się śmiać. - Tą od Giertycha?
- Co w tym śmiesznego?
- Ja znam poważnych ludzi, Krzysztof. Giertych jest od głupot, trollowania, ujadania, taki tam pętak na posyłki. Głosi durne hasła, destabilizuje. Szczekaczka. A bardzo ważni ludzie są w cieniu.
- Kto?
- Foka.
- Przecież mówią, że to kierowca Giertycha.
- Kier… Kiero… Hahahahaha - znowu ten rechot i znowu wzrok wszystkich gości. - Foka po prostu lubi prowadzić auto, ale to on w tym duecie rządzi. To on z Ryszardem z Sopotu robił grube numery. Naprawdę sądziłeś, że kierowca Giertycha wywinął taki numer? Naprawdę ktoś w to uwierzył, że szef nie wiedział, co robi podwładny? Wy Polacy jesteście tacy naiwni. Szef wiedział. Bo to Foka jest szefem, tylko mu wygodnie udawać, że nie. A potem wiesz gdzie to wszystko trafiało, nie? My Fokę lubimy, my Fokę szanujemy. Ryszarda też. Ale Foka ma problemy, ścigają go ciągle, zarzuty, te sprawy, no ale trzyma się twardo, nie puszcza pary. Tamten pętak, jak słyszałam, od razu zemdlał jak przyszło co do czego. My, Rosjanie, nie szanujemy takich.
- Ale wysłałaś pieniądze do jego kancelarii. Dużo pieniędzy.
- Słuchaj, dla kogo dużo, dla tego dużo. Dostanie więcej jak znowu zacznie głosić hasła antyunijne, jak kiedyś. Ale to w swoim czasie. W sumie jego też lubię, jest taki śmieszny - raz za, raz przeciw, raz tak, raz siak. I buja łodzią na lewo i prawo, i buja. A my lubimy jak ktoś buja.
W tym momencie kątem oka zobaczyłem jak od stolika przy oknie podnosi się potężny mężczyzna. Tak czułem, że gdzieś tę twarz już widziałem.
- Panie Przemysławie, bo ja czekam długo na rozmowę, a zaraz mam samolot powrotny - przepraszającym tonem odezwał się Tomasz Sakiewicz. Przepuściłem go, odąłem swoje miejsce i wyszedłem. Chwilę później Idąc wzdłuż portu w Monako zastanawiałem się, czy Wiktoria mówiła prawdę. Nie przekonała mnie. Wyglądała na oszustkę, której celem jest wyłącznie mącenie i oczernianie uczciwych ludzi.