Nie no.
Ja zapierdalam "od zawsze" a co więcej lubię swoją pracę. A jednak zaliczyłem już i wypalenie zawodowe, i depresję, i stany lękowe po przekroczeniu 36 lat (nie wszystko na raz). Z niektórymi rzeczami zmagam się do dzisiaj, 8 lat później.
Oczywiście ja sobie życia bez pracy nie wyobrażam, ale nie twórzmy wrażenia że praca jakkolwiek przed depresją chroni.
W moim kręgu są dwie osoby, którzy, emerytura mundurowa, mogły liczyć w dość młodym wieku na uposażenie przekraczające średnią krajową.
Jedna i druga w około pół roku miała już zdiagnozowaną depresję.
Dorosły chłop w kwiecie wieku - 42-45 lat, powinien jednak ciągle pracować i zarabiać.
Z mojego dalszego kręgu - daleki znajomy przedsiębiorca, sprzedał firmę w 2006 r. za naście milionów - wtedy ogrom, dziś zresztą też, pieniędzy. Nie wytrzymał zbyt długo nic nie robiąc, po pół roku poszedł z całością w deweloperkę, tak go przetrzepały lata 2009-2010, że skończył w psychiatryku z długami.
Dużo ludzi dąży do mitycznego FIRE (finansowa niezależność umożliwiające wczesną emeryturę) i dobrze - tylko jeśli już te środki faktycznie zgromadzicie - może warto rozważyć mniej pracy, może zmienić na przyjemniejszą, ale ile można zwiedzać świata, czytać książki lub siedzieć na Xie 😉
Każdy jest inny i każdy ma swoje cele w życiu - natomiast naprawdę przed odejściem z pracy - warto jednak sobie zadać te pytanie - jak psychika zniesie to, że nic nie trzeba. Bo jednak chłop coś robić musi, bo inaczej się udusi.
Wkleję wypowiedź naszego byłego bramkarza Artura Boruca o tym, co go dopadło po zakończeniu kariery:
„Spodziewałem się, że okres przejściowy będzie łatwiejszy. Myślałem, że po piłce będzie sielanka. Tymczasem byłem lekko przyduszony przez życie i sam jestem sobie winien. Mam na myśli to, czym się zajmowałem, czyli brak zajęć. Było to obciążające dla mojej głowy. Mogę powiedzieć, że pojawiła się mała depresja. (…) Zdawałem sobie sprawę, że po karierze może być trudno - może nawet nudniej, przez codzienność i mniejszą liczbę zajęć. Nie tylko o nudę chodziło. (…) Jeśli nie masz na siebie pomysłu, a ja takiego nie miałem, to jest problem. Myślałem, że najpierw sobie odpocznę, pół roku posiedzę w domu, brzydko mówiąc: będę sobie "pierdział w stołek" i będzie fajnie. Troszkę jednak przestrzeliłem z pomysłem na pierwszy etap emerytury. (…) Nagle masz dużo czasu, nie musisz wstawać na trening, odpada ci dyscyplina, codzienna rutyna. Czujesz, jakbyś z dnia na dzień stawał się po prostu mniej potrzebny. (…) Zmienia się tempo życia, nie ma wyzwań co trzy dni, meczów. Jest za to pustka. To duży przeskok. Myślę, że bardzo mało się o tym mówi, a powinno."
No więc - uważajcie co tam sobie życzycie na tym mitycznym FIRE, bo jeszcze się spełni - jednak ku dużej rozwadze. Oczywiście wiem, że można sobie zorganizować czas i go wypełnić czymś, ale to jest kwestia kilku miesięcy, potem jednak zaczyna czegoś brakować, tej codziennej rutyny, która wyznacza rytm dnia i życia.