"Przez niemal sześć lat spędzonych w niemieckich obozach jenieckich nie wypowiedział ani jednego słowa po niemiecku.
I to mimo że urodził się w Niemczech, dorastał w niemieckojęzycznym środowisku i służył w Cesarskiej Marynarce Wojennej Niemiec.
Nazywał się Józef Unrug.
Jego historia jest jedną z najbardziej niezwykłych opowieści o wierności własnemu państwu podczas II wojny światowej.
Urodził się w 1884 roku w Brandenburgii, w Prusach, w rodzinie o polskich i niemieckich korzeniach. Niemiecki był jego językiem ojczystym. Ukończył prestiżowe akademie morskie Cesarstwa Niemieckiego i podczas I wojny światowej służył jako oficer marynarki wojennej, dowodząc okrętami podwodnymi.
Po zakończeniu wojny jego życie całkowicie się zmieniło.
W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość po ponad stu latach zaborów. Właśnie wtedy Unrug podjął decyzję, która zaważyła na całym jego dalszym życiu.
Opuścił niemiecką marynarkę i wstąpił do Marynarki Wojennej odrodzonej Polski.
Stał się jednym z twórców polskiej floty, którą praktycznie trzeba było budować od podstaw. Nie tylko służył nowemu państwu, ale także wspierał rozwój marynarki własnymi środkami finansowymi.
W 1925 roku objął dowództwo nad polską flotą wojenną.
Gdy 1 września 1939 roku Niemcy zaatakowały Polskę, to właśnie Unrug odpowiadał za obronę polskiego wybrzeża i Półwyspu Helskiego. Pomimo ogromnej przewagi przeciwnika jego siły stawiały opór przez ponad miesiąc.
Dopiero 2 października 1939 roku został zmuszony do kapitulacji.
Tak rozpoczęły się lata niewoli.
Niemcy przetrzymywali go w kilku oflagach, między innymi w Woldenbergu, Colditz i Murnau. Doskonale znali jego życiorys, służbę w niemieckiej marynarce oraz jego pochodzenie.
Dlatego wielokrotnie próbowali nakłonić go do współpracy.
Dawni koledzy oferowali mu przywileje, lepsze warunki pobytu i wysokie stanowiska.
Unrug zawsze odmawiał.
Z czasem doszło do wydarzenia, które uczyniło go legendą.
Podczas jednej z wizyt jego kuzyn, niemiecki generał Walter von Unruh, zwrócił się do niego po niemiecku. Wydawało się to całkowicie naturalne — dwóch krewnych, wychowanych w tej samej kulturze i przez całe życie posługujących się tym samym językiem.
Unrug odpowiedział po francusku.
Zapytany o powód, wypowiedział słowa, które przeszły do historii:
„1 września 1939 roku zapomniałem języka niemieckiego.”
Od tej chwili trzymał się tej zasady aż do końca wojny.
Doskonale rozumiał niemiecki, ale podczas oficjalnych rozmów domagał się tłumacza. Na pytania niemieckich oficerów odpowiadał wyłącznie po polsku lub po francusku.
Nie była to kwestia języka.
Była to kwestia zasad.
Po napaści na Polskę nie chciał posługiwać się językiem państwa, które zaatakowało jego ojczyznę.
Jego opór nie miał charakteru zbrojnego.
Przejawiał się w dyscyplinie, konsekwencji i wierności własnym przekonaniom — dzień po dniu, rok po roku, przez niemal sześć lat niewoli.
W 1945 roku obóz w Murnau został wyzwolony przez wojska amerykańskie.
Koniec wojny nie oznaczał jednak dla Unruga powrotu do kraju.
Polska znalazła się pod kontrolą komunistycznego reżimu zależnego od Moskwy, dlatego admirał zdecydował się pozostać na emigracji.
Mieszkał w Wielkiej Brytanii, Maroku i Francji, prowadząc skromne życie z dala od zaszczytów i wysokich stanowisk.
Józef Unrug zmarł w 1973 roku.
Przed śmiercią wyraził jedno życzenie: chciał zostać pochowany w wolnej Polsce, obok swoich marynarzy.
Jego wola została spełniona dopiero 45 lat później.
W 2018 roku szczątki admirała uroczyście sprowadzono do ojczyzny i pochowano w Polsce.
Przez lata Józef Unrug odmawiał mówienia w języku, który znał doskonale.
Dla wielu był to symboliczny gest.
Dla niego była to kwestia honoru, godności i wierności krajowi, który świadomie wybrał jako swoją Ojczyznę."
za Kawa z mlekiem