Program EV Fire Safe finansowany przez australijską obronę cywilną zwraca uwagę, że idiotyczny strach przed nową technologią sprawia, że ludzie nie są w stanie zamontować profesjonalnych stacji ładowania EV, tylko ładują auta ze zwykłych gniazdek, co jest bardziej ryzykowne, bo 90% pożarów nie zaczyna się od ogniw, tylko od zasilaczy i kabli.
Dokładnie ten sam problem stworzyliśmy sobie w Polsce. Strach sprawił, że wymagamy analizy bezpieczeństwa dla profesjonalnych ładowarek aut elektrycznych, podczas gdy zamontowanie zwykłego gniazdka i używanie go do ładowania auta nie wymaga takiego papieru.
Analiza ppoż na polskim rynku kosztuje od 1500 do 3500 zł, więc branża ppoż się cieszy. 99% analiz oczywiście wykazuje, że można bezpiecznie zamontować ładowarkę, ale kasa krąży.
No chyba, że ktoś nie ma do wyrzucenia 3000 zł za sam papier (plus drugie tyle na montaż i trzecie tyle na ładowarkę). Wtedy korzysta ze zwykłego gniazdka. W efekcie przepisy, które niby miały zwiększać bezpieczeństwo, de facto je zmniejszają.
Teraz dokładnie to samo robimy z magazynami energii. Rząd planuje zakaz ich montażu w mieszkaniach. Nie będzie wymogów bezpieczeństwa - odpowiedniego montażu, czujników, odległości itd., tylko zakaz. Efekt? Ludzie będą po prostu wykorzystywać baterie plug-in, wkładane do zwykłych gniazdek. Zapytałem strażaka z KG PSP czy zdaje sobie sprawę z tego efektu ubocznego zakazu.
"No ale to już regulują inne przepisy, więc nic nam do tego" - usłyszałem. Odpowiedź tak naiwna, że aż zęby mnie bolą. Czyli Polska, jako jedyne państwo świata, wprowadzi zakaz montażu bezpieczniejszej technologii, bo może, i będzie zachęcać ludzi do podłączania w mieszkaniach baterii plug-in, bo te są regulowane przez inne przepisy (certyfikaty jak dla każdego innego AGD/RTV).